FELIETONY
Atak szczytowy w meczu odwiecznych rywali. El Clasico nadchodzi!
Karim Benzema, foto: Anton Zaitsev
10-04-2021 11:00 Paweł Kassyk

Atak szczytowy w meczu odwiecznych rywali. El Clasico nadchodzi!

Zacznę nietypowo - nie będę od razu wypisywał, jaki to wspaniały mecz przed nami - ale za to podzielę się swoją opinią/wyznaniem (spokojnie, nie będzie to żaden coming out!). Od paru sezonów, a dokładnie od odejścia pewnego Portugalczyka z Realu Madryt, jakoś nie specjalnie grzały mnie pojedynki Królewskich z Blaugraną. Brakowało mi w nich takiego zapalnika, jak właśnie np. rywalizacja dwóch kosmitów w postaci Messiego i Ronaldo. Niby mecz potęg, ale no właśnie... Nawet doszedłem do stwierdzenia, że jestem już za stary na takie ekscytowanie się. Aż nagle przychodzi ten dzień i czuję tak dobrze znajomy dreszczyk oczekiwania. Powód? To El Clasico jest wyjątkowe, ponieważ decyduje o wielu istotnych kwestiach tego sezonu.

Klasyk, jakiego nie było od dawna

Kolejny raz przekonaliśmy się, że dwa miesiące w futbolu to szmat czasu. Jeszcze nie tak dawno Atletico pewnym krokiem zmierzało po mistrzostwo i wielu ekspertów ogłaszało nowych królów kraju, a tu nagle banda Simeone wygląda jak zawodnicy z filmu Space Jam, którym odebrano umiejętności. W tym czasie znajdujące się pod regularnym obstrzałem krytyków Real i Barcelona nie próżnowały - wystarczy rzucić okiem na tabelę:

 

  Tabela La Liga 

 

Prawda, że ciasno? Nie ma już żadnych meczów zapasu, czy innych tego typu dziwnych historii. Widać czarno na białym - Ateltico ma ledwie 1 punkt przewagi nad Barcą i 3 punkty nad lokalnymi przeciwnikami. Dzisiejszy wynik (oraz niedzielny mecz Rojiblancos z Realem Beis) może zadecydować o tym, kto ustawi się na pole position w tym wyścigu.

 

I choć sam cieszyłem się na jakąś odmianę - jeśli Los Colchoneros ostatecznie wygrają ligę, będzie to pierwszy przypadek od sezonu 2013/2014 gdy Real lub Barca nie zdobywają tytułu - to nie narzekam, bo dzięki takiemu obrotowi spraw dzisiejszy mecz nabiera oczekiwanych rumieńców. 

 

Pierwszy powód ciarek na plecach odhaczony.

Wszyscy mają coś do udowodnienia

Na ten akapit powinienem tak naprawdę poświęcić cały osobny artykuł. Liczba problemów, wyzwań, zawirowań wokół obydwu klubów była wręcz absurdalnie wysoka. Szybka wyliczanka bez żadnej chronologii czy nadawania wagi poszczególnym historiom:

 

  • potencjalne odejście Messiego i jego słynny wywiad;
  • Eden Hazard wiecznie kontuzjowany, rozważania, czy to największy niewypał transferowi w historii Los Blancos;
  • stan finansowy Dumy Katalonii, jej wręcz zabawne podejścia transferowe;
  • Bartomeu Gate;
  • krytyka i podważanie kompetencji Zidane’a (tu chwila satysfakcji dla mnie - pisałem w tym tekście, że należy wstrzymać się i poczekać ze zwalnianiem Zizou);
  • podobne głosy o Koemanie;
  • liczne dyskusje o wypaleniu się piłkarzy po obydwu stronach barykady.

 

Na pewno o czymś zapomniałem, coś mi umknęło, a powyższy spis to tylko ultra telegraficzny skrót. Wnioski?

 

Więcej do ugrania ma jednak ekipa z Katalonii. Odpadli już z Pucharu Króla, dotkliwie zawiedli w Lidze Mistrzów. Zdobycie mistrzostwa Hiszpanii stanowiłoby dowód, że udało się, chociaż częściowo załatać tonący okręt. Piłkarze od pewnego czasu wyglądający reprezentanci topowego klubu, to z pewnością duża zasługa nowego trenera, ale o tym za chwilę. Języczkiem uwagi po stronie Barcelony z pewnością będzie kat Madrytu, czyli Messi. Choć wciąż nie wiadomo, jaka będzie jego przyszłość, to wszyscy kibice liczą na ujrzenie najlepszej wersji Argentyńczyka. Podstawy są silne, bo ostatnio wyraźnie nabrał zdecydowanie większej ochoty do gry.

 

U Los Blancos z kolei bardziej spokojniej, zwłaszcza mając na uwadze gabinety. Prace na nowym stadionie postępują zgodnie z planem, drużyna wciąż jest w grze o ich ulubiony puchar. Jednakże piłkarzom i trenerowi obrywało się za nieregularną formę. Padały wręcz oskarżenia o skupianie się już tylko na najważniejszych spotkaniach. Nie pomogły niezliczone kontuzje, w tym wspomniana historia o Hazardzie, który notabene prawdopodobnie opuści kolejny klasyk (do tej pory nie wystąpił w żadnym!). 

 

Pozostali Królewscy również posiadają swoje cele w tym meczu. Dla przykładu Benzema, który po odejściu głównej gwiazdy może w końcu grać tak jak lubi i chcę zostać zapamiętany jako samodzielny lider. Swoją uwagę skieruję także na Nacho. Człowiek wiecznie z cienia, gaszący pożar, a mający teraz swoje zasłużone 5 minut.


 

A na koniec ostatnia strona mająca coś do udowodnienia, czyli... La Liga. Tylko wyjątkowo zakochani w hiszpańskim futbolu, lub niewidomi, nie mogą nie zauważyć odwrotu myśli taktycznej z tego kraju. Od kilku lat mówi się o wyjałowieniu ligi z charyzmatycznych osobowości, mogących stanowić twarz rozgrywek. Włodarze liczą na koncert młodzianów (np. Pedriego lub Viniciusa), by znowu przykuć uwagę całego świata i na tej podstawie odbudowywać wizerunek.

Batalia przy tablicy taktycznej

Analizując pojedynek Realu i Barcelony obligatoryjnym jest poświęcić parę słów trenerom. Obydwaj przez cały sezon podważani, wrzuceni na obracającego się grilla.

 

Ronald Koeman przyszedł do katalońskiego klubu chyba w najgorszym możliwym momencie. Przez te wszystkie zawirowania, o których pisałem wcześniej, właściwie piastował dwa etaty - trenera i rzecznika prasowego. Początek przygody był dość średni, ale ostatnie 5 meczów to komplet punktów i świetna gra. Holenderski menedżer, ku zaskoczeniu wielu, dał się poznać z elastyczności i testowania różnych systemów: 1-4-2-3-1, 1-4-3-3, czy ostatnio przodujące 1-3-4-3.

 

 Pod wodzą byłego obrońcy zawodnicy zanotowali wyraźny progres. Szczególnie warto wyróżnić młodych, bo jednym z głównych zadań było właśnie wpuszczenie świeżej krwij. I tak dla przykładu De Jong nareszcie spełnia pokładane nadzieje, wspinając się na półkę najlepszych środkowych pomocników świata (jak trzeba to i zagra jako stoper). Bardzo dobrze wyglądają również nowe produkty La Massi, czyli Pedri i Oscar Mingueza. Nawet wyśmiewany Ousmane Dembele przypomniał sobie, że jest piłkarzem, a nie gamerem. To wszystko sprawia, że niezwykle intryguje mnie jak trener Blaugrany podejdzie do tematu przeciwstawienia się środkowej linii Realu. Moim skromnym zdaniem, najlepszej na świecie. I to od lat.

 

Zizou z kolei to chodząca, żywa legenda Królewskich. I jako piłkarz, i już jako trener. Jednakże w obecnym sezonie nie zliczę, ile to razy jego zespół był w kryzysie, według hiszpańskich mediów. Miał był skłócony z piłkarzami, praktycznie wypychany przez nich z klubu. Ci z kolei byli leniami, nasyconymi kotami niezdolnymi do zmobilizowania się na mecze La Liga. Francuzowi dostało się też za brak rotacji i marginalizowanie roli młodych. Tu akurat przyznaję rację, że można było w tym zakresie zrobić o wiele więcej.

 

Z pewnością szkoda talentu Odegaarda, z drugiej… Jak nie stawiać na tercet Modrić, Kroos i Casemiro? Kto z nas, na jego miejscu, nie wierzyłby w starą gwardię? Przecież to, co ta trójka gra - cytując klasyka - to zupełnie inny poziom! W meczu z Liverpoolem po raz kolejny pokazali, że jeśli np. taki Odegaard myślał o pierwszym składzie, musi jeszcze duuuuużo się nauczyć.

 

Jak jesteśmy już przy meczu z The Reds… Zidane w tym pojedynku utarł nosa licznym niedowiarkom wątpiących w jego warsztat. Pomimo ogromnej straty w defensywnie jaką była absencja kapitana Sergio Ramosa, doskonale poradził sobie z neutralizacją poczynań ofensywnych zespołu Jurgena Kloppa. Dodajmy do tego odrodzenie Marco Asensio oraz świetny występ Viniciusa. Jeśli ten drugi zacznie regularnie dawać takie popisy to nie tylko przestanie być piłkarzem-memem, ale może być przyszłym najlepszym skrzydłowym świata.


 

Umiejętność Zizou do załatania braków defensywy przyda się po raz kolejny, bo Real przystąpi do tego spotkania z istnym kraterem w tej formacji. Do braku Ramosa doliczamy kontuzję Carvajala oraz pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa u Varane’a.

 

Z kolei Barcelona będzie musiała sobie radzić bez Pique (tutaj sytuacja jest wciąż płynna), Ansu Fatiego czy Coutinho.

 

Tym bardziej uznaję ten mecz za pojedynek taktyczny. Kto lepiej upora się z brakami i z neutralizacją atutów przeciwnika, ten wygra El Clasico.

 

Przewidywane składy

 

Real Madryt


 

FC Barcelona

Dla kogo Happy End?

W spotkaniach jak te decyduje zwykle forma dnia, jedno zagranie lub błysk geniuszu danego zawodnika. Z każdą godziną przybywa analiz, eksperci próbują odpowiedzieć na frapujące pytania mogące wskazać zwycięzcę:

 

  • Jak poradzi sobie sklecona na kolanie defensywa Realu?
  • Którą twarz Asensio i Viniciusa zobaczymy tym razem?
  •  Czy środkowa linia Barcelony podejmie walkę z dominatorami po przeciwnej stronie?
  • Czy Messi znowu zostanie katem Królewskich?

 

Jedno jest pewne: obie drużyny przystępują do rywalizacji w najlepszym momencie sezonu dla siebie. To zwiastuje niezwykle zacięte i ciekawe widowisko, takie jak tygryski lubią najbardziej. W ostatnich dwóch pojedynkach górą był Real, więc Barcelona przyjedzie dodatkowo zmotywowana na stadion imienia Alfredo di Stefano.

 

 Dawać już to meczycho!

 

[buttonOBSTAWIAJ EL CLASICO W PZBUK![/button]

 

 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy