LIGA MISTRZÓW
Błękitna siła, czyli 10 powodów dlaczego Manchester City wygra Ligę Mistrzów
Triumf ManCity w obecnym sezonie Premier League / foto.: Onet
29-05-2021 12:13 Weronika Fląd

Błękitna siła, czyli 10 powodów dlaczego Manchester City wygra Ligę Mistrzów

Nastał najważniejszy dzień w europejskiej piłce, a co za tym idzie, również największe emocje, wielcy szkoleniowcy i potężne nazwiska na boisku. Krótko mówiąc, „stadiony świata”. Tegoroczny finał to starcie dwóch angielskich tytanów – Manchesteru City oraz Chelsea. Jak zakończy się ten finał i dlaczego wygra go drużyna z Manchesteru?

 

Co przemawia za City

Nie można się łudzić, że któraś z drużyn znalazła się w finale przypadkiem, bo „jakoś tak wyszło”. Obie z nich zacięcie walczyły o swój sukces. Z jednej strony Chelsea, która pokonała na swojej drodze Real Madryt czy Atletico Madryt. Przegrała zaledwie jeden mecz podczas tej edycji rozgrywek. Ale na ich drodze stanie…

 

Manchester City - tegoroczna maszyna. Tzw. „przecinak”, który każdego swojego rywala przeżuwał i wypluwał. Ekipa Pepa Guardioli nie przegrała w tej edycji Ligi Mistrzów ani jednego spotkania. Finał tych ekskluzywnych rozgrywek jest dla całego zespołu spełnieniem marzeń, czymś, co w końcu się ziściło i ma szansę przekształcić się w historyczny sukces. Dlatego przygotowaliśmy 10 powodów, dla których to klub z Manchesteru wygra tegoroczną edycję Ligi Mistrzów.

 

1. Pep Guardiola

Hiszpan jest pierwszym argumentem w całej dyskucji. Wyśmienity trener, wirtuoz, który widzi na boisku więcej, niż spory procent szkoleniowców. Gdy objął Manchester City w 2016 roku, klub stał się w jego rękach plasteliną, którą Pep sumiennie formował. Nie skupiał się tylko na całości zespołu, nie skupiał się nawet na samej atmosferze. Swoim pomysłem i wizją objął każdego z podopiecznych. To za jego kadencji do City dołączyło wielu kluczowych z perspektywy czasu zawodników: Ruben Dias, Bernardo Silva, Riyad Mahrez czy Ederson. Finał Ligi Mistrzów to nie tylko pierwszy finał w historii Manchesteru City, ale również pierwszy raz, gdy Hiszpan doprowadził tę drużynę dalej niż do ćwierćfinału. Wizja i ambicja trenera nie pozwolą mu wypuścić szansy na puchar tak łatwo.

 

Mimo że Thomas Tuchel to wielki trener i szybko wyczyścił błoto pozostawione przez Franka Lamparda w Chelsea, to Guardiola pokonywał już nie takie zespoły i nie takich trenerów. PSG oraz Pochettino, BVB oraz Terzić. Żadnej z tych drużyn nie udało się nawet z City zremisować. Wydaje się, że Guardiola ze swoim pomysłem na drużynę, wymyśli coś tak bardzo „w swoim stylu”, co pozwoli mu pokonać swojego fana (Tuchel uważa Guardiolę za swojego idola).

 

2. Mur nie do przejścia

Neymar, Mbappe, Haaland, Sancho odbili się kiedyś od tego samego muru. Ten mur nazywa się Ruben Dias, który w połączeniu z Johnem Stonesem, Kyle’m Walkerem, Joao Cancelo czy Oleksandrem Zinchenką stanowi niesamowitą barierę.

 

Ruben Dias rozgrywa dopiero swój pierwszy sezon w Premier League, co w zasadzie robi jeszcze większe wrażenie.


- Jestem agresywnym zawodnikiem i uwielbiam robić to, co robię. Kocham futbol i, nie wchodząc w szczegóły, bo zobaczycie to, kiedy tylko zacznę grać, najważniejszą rzeczą jest to, że uwielbiam wygrywać. Właśnie to musicie o mnie wiedzieć na początek – tak przywitał się podczas swojej pierwszej konferencji prasowej.

 

Wydaje się, że po pierwszym sezonie Portugalczyk świetnie wbił się w skórę Vincenta Komapny’ego, dając nie tylko pewność w defensywie, ale również swoją mentalność lidera.

 

Aha, jeśli mówiłam coś o Mbappe, który odbił się od muru, zapomniałam dodać, że już nie wstał, ponieważ właśnie dzięki Diasowi pierwszy raz w swojej karierze przekonał się jak to jest, nie oddać nawet jednego strzału na bramkę. Warto więc to przełożyć na finał i jedynie życzyć powodzenia Timo Wernerowi czy Masonowi Mountowi, którym nikt nie będzie ułatwiał zadania.

 

3. Brak słabych punktów

Mimo braku typowej „9” w szeregach ManCity, granie typowym 4-3-3 z „fałszywą 9” w postaci Kevina De Bruyne wychodzi drużynie Guardioli wyjątkowo dobrze. Ta drużyna zwyczajnie nie ma słabych punktów. Przeanalizujmy:

 

  • Obrona: jak wyżej
  • Bramka: kompletny pewniak, ale o nim trochę później
  • Środek pola: De Bruyne, Gundogan, Silva – zdecydowana „topka” tegorocznego sezonu Premier League
  • Atak: Foden, Mahrez, Gabriel Jesus (ale ten, który bawi się na skrzydle) czy Sterling. Dwaj ostatni może nie rozgrywają najlepszego sezonu, jednak patrząc na dwóch pierwszych, z automatu wraca nadzieja i spokój w sercach kibiców City.

 

The Citizens to drużyna kompletna, a Guardiola stworzył potwora, który pożre każdego, kto stanie mu na drodze. I prawdopodobnie zrobi to bez większych skrupułów.

 

4. Im się po prostu chce

Siłą Manchesteru City jest nie tylko dobra dyspozycja fizyczna zawodników, bo psychika w sporcie też jest ważna. A morale podopiecznych Guardioli są na wysokim poziomie. Im się chce chcieć. Chce im się biegać do ataku, ale także ruszać w pogoń za piłką. Chce im się atakować i chce im się bronić. Chce im się pokonywać rywala, ale najlepiej na „zero z tyłu”. To drużyna z mentalnością perfekcyjną do wygrywania. Nawet gdy w meczu z PSG pierwsza połowa w ich wykonaniu była mocno średnia, po przerwie na boisko wyszedł nowy zespół. Ciężko do końca wskazać jednego „cudotwórcę”, który znalazł idealny sposób na pobudzenie chęci i wybudzenie z letargu, ale „lekarze go nienawidzą”. A raczej nie lekarze, a trenerzy. Niewątpliwy udział w tych „przebudzeniach” ma Pep Guardiola, ale dużo mówi się również o Fernandinho, kapitanie z powołania. Najważniejsze dla City, Chelsea i tego tekstu jest to, że te morale są wysoko i nie zamierzają odpuścić pucharu.

 

5. Jak nie teraz, to kiedy?

Pep Guardiola trenuje Manchester City od 2016. W każdym z sezonów grali w Lidze Mistrzów. W każdym też dochodzili maksymalnie do ćwierćfinału. W każdym, poza obecnym. Do tej pory mogło się wydawać, że Guardiola zbyt kombinował. Szukał na siłę, zmieniał, nie potrafił ograć i utrzymać potencjalnie wygranych spotkań (ćwierćfinał z Tottenhamem). Ale nastał ten sezon, w którym zawodnicy są tak przygotowani, tak dobrze odnajdują się na swoich pozycjach i wiedzą co mają robić, że Guardiola przestał być ekscentrykiem. No, przynajmniej w kwestii wystawiania w pierwszym składzie rezerwowych. Nastał ten sezon, w którym klątwa została przełamana. Chłopaki grające w Manchesterze City przygotowywały się do tego nie cały sezon, nie tyle, ile są pod skrzydłami Guardioli, ale prawdopodobnie całe życie. Dla nich to wszystko będzie spełnieniem marzeń. Uwieńczyć świetny sezon pucharem Ligi Mistrzów? Brzmi jak plan.

 

6. Złote dziecko

To określenie idealnie pasuje do tego chłopaka. Wszyscy pamiętamy obrazek, w którym Leo Messi podbiega do Pepa Guardioli, a potem dotykają się czołami. Media określiły to mianem „namaszczenia”, bowiem mimo nieziemskiego poziomu Messi’ego, on nadal stawał się coraz lepszy. Aż tu nagle, Guardiola namaścił kolejnego zawodnika. Jest 75’ minuta spotkania City z BVB w rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ekran z wynikiem pokazuje jasno: „1:1”. Wtedy wchodzi on, co prawda nie cały na biało, tylko biało-błękitnie, ale wchodzi – Phil Foden. Strzela bramkę, która daje City prowadzenie, a potem biegnie do… Pepa Guardioli, który czyni na nim ten sam gest.

 

To jest chłopak, o którym osobiście mogłabym rozpisywać się godzinami. Od 2009 roku gra w Manchesterze City, zaczynał jako 9-latek w juniorach, aż 11 lat później stał się chłopakiem z pierwszego składu. Jest to obecnie jeden z największych młodych talentów i diamentów, które są w trakcie szlifowania. A jeśli chodzi o to namaszczenie… Oby wzrósł do tego samego poziomu co pierwszy z „uświęconych”.

 

7. I obroni, i strzeli

Konkurs rzutów karnych to wizja, jakiej kibice ManCity woleliby uniknąć. Nie jest tajemnicą, że drużyna Hiszpana nie ma w swoich szeregach typowego wykonawcy „jedenastek”. Okazuje się, że jest jednak jeden zawodnik, który otwarcie przyznaje, że jest pewien swoich rzutów karnych, a na finał Ligi Mistrzów został wyznaczony na potencjalną piątą kolejkę. Mowa o Edersonie. Dobry bramkarz podobno musi być szalony, więc jeżeli musi, to Brazylijczyk jest idealny. Bramkarz, który często głowę wsadzi tam, gdzie inni boją się nogi.  Pełne finezji obrony, interwencje mrożące krew w żyłach. To jest właśnie Ederson. A dziś wieczorem możemy być również świadkami strzału i obrony jednego zawodnika, dającego zwycięstwo.

 

8. Komfort psychiczny

W tym roku za kadencji Tuchela Manchester City oraz Chelsea mierzyły się ze sobą dwukrotnie. The Citizens dwukrotnie przegrało. To jest ten moment, w którym kibice z całego świata zakładają, że i tym razem Guardiola nie da rady. A tu wchodzi prosta logika na temat psychiki. Guardiola w obu meczach wystawił rezerwowy skład. Chelsea i Tuchel o mierzeniu się bezpośrednio z De Bruyne i spółką nie wiedzą zbyt dużo. A i tak są postrzegani jako faworyci. Kibice nie patrzą na składy, patrzą na wyniki. To jest siła Guardioli – niewiedza Chelsea co ją czeka. A jeżeli ktoś będzie próbował mi wmówić, że psychika czy presja nie mają wpływu na występ sportowy, to chyba nawet nie zapraszam do dyskusji.

 

9. Ławka rezerwowych

Odniosę się do analogicznego tekstu o Chelsea. „Rezerwowi, którymi kieruje Pep Guardiola, zasiadają na ławce z uwagi na brak formy”. Nic bardziej mylnego. Rezerwowi, którymi kieruje Pep Guardiola, zasiadają na ławce, bo pierwszy skład jest na tyle optymalny, że Hiszpan nauczony doświadczeniem, nie będzie w nim kombinował. Natomiast rezerwowi? Guardiola zaczął znajdywać na nich sposoby. Gabriel Jesus, który jak się okazało, wygląda sto razy lepiej na skrzydle, niż na szpicy. Ferran Torres, który strzela hat-tricka w meczu z Newcastle. Nathan Ake, który bardzo przyzwoicie radzi sobie na pozycji stopera. Aymeric Laporte, który po kontuzji wraca na coraz wyższy poziom i znów walczy o pierwszy skład, a także Fernandinho, który jest niesamowicie ważnym liderem tego zespołu. Nie negowałabym tej ławki, mimo że zgadzam się z potencjałem rezerw Chelsea.

 

10.„Nie odejdę, dopóki nie wygramy Ligi Mistrzów”

Oj Panie Aguero… Słowo się rzekło… Świat obiegły już coraz bardziej prawdopodobne pogłoski na temat transferu Sergio Aguero, legendy Manchesteru City do FC Barcelony. Argentyńczyk już kilka miesięcy temu zapowiedział swoje odejście, a w zeszłym tygodniu odbyło się bardzo wzruszające pożegnanie. Jednak jest pewna kwestia, w której napastnik musi dotrzymać słowa i pierwszy raz w historii ma na to tak dużą szansę. W 2014 roku Aguero, po 4 latach nieudanych starań o triumf w Champions League, został zapytany o zamiar odejścia z Etihad. Argentyńczyk zapewnił wtedy, że ani za rok, ani za 4, tylko dopiero, gdy zdobędą puchar Ligi Mistrzów.

 

Wnioski nasuwają się same, Aguero, który nie wygląda na gołosłownego, ogłosił swoje odejście jeszcze na kilkanaście tygodni przed finałem Ligi Mistrzów, bo już wtedy znał te 10 powodów ;)

 

Dziś o 21.00 rozpocznie się ostateczna batalia, a cały piłkarski świat zatopi swoje oczy w murawie Estadio do Dragao w Porto. Przekonamy się, czy moje spostrzeżenia były słuszne, ale nie lubię się mylić. Mimo wszystko, niech wygra lepszy, a my nie możemy się już doczekać pierwszego gwizdka.

 

OBSTAWIAJ FINAŁ LIGI MISTRZÓW W PZBUK!

 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy