LIGA MISTRZÓW
Chelsea wygra Ligę Mistrzów? 10 powodów, dzięki którym to możliwe!
Chelsea świętująca pierwszy w historii tytuł mistrza Europy/uefa.com
29-05-2021 07:47 Patryk Parduła

Chelsea wygra Ligę Mistrzów? 10 powodów, dzięki którym to możliwe!

Już dzisiaj (sobota, 29.05.2021) o godzinie 21:00 na Estádio do Dragão rozpocznie się najważniejszy mecz sezonu. Spotkanie, na które czeka każdy z nas. Odbywa się raz do roku i stanowi przepustkę do wiecznej chwały dla klubu, piłkarzy i milionów kibiców. Piłkarska Liga Mistrzów wraca do nas w wielkim finale, w którym wystąpią dwie angielskie drużyny. Manchester City vs. Chelsea Londyn.

Co przemawia za Chelsea

Najbardziej elitarne rozgrywki piłki nożnej uczą nas, że w finale nie ma drużyn przypadkowych. Regularnie zdarza się, że któraś z ekip mniejszego formatu wykorzysta łut szczęścia i dojdzie do półfinału, budząc tym samym sensację w oczach kibiców. Jednak finał to już coś innego. W meczu o najwyższą stawkę spotkają się drużyny, które przechodziły długą drogę. Z jednej strony Manchester City, który od wielu lat walczył o wystąpienie w finale. Kosztowny projekt, zatrudnienie wielkiego szkoleniowca i trzy puchary mistrzostwa Anglii - to wyboista, obejmująca kilkaset spotkań podróż do wielkiego finału.

 

Chelsea natomiast ostatnie lata spędziła w pogoni za lokalnym przeciwnikiem z wcale niemałymi turbulencjami. Ostatnie dwa sezony minęły pod znakiem wielu błędów bramkarza i dziurawej defensywy, której nie bał się żaden napastnik ligi angielskiej. Wspomniane problemy doprowadziły do zmiany trenera w styczniu tego roku. Thomas Tuchel zastąpił legendarnego zawodnika The Blues, Franka Lamparda. Warto zaznaczyć, że będzie to trzeci finał Chelsea w Lidze Mistrzów. W 2008 roku Manchester United w składzie z Cristiano Ronaldo pokonał ich po serii rzutów karnych. W 2012 roku Chelsea pokonała w emocjonującym meczu Bayern Monachium. Z uwagi na zbliżający się mecz finałowy, który poprzedzi długo wyczekiwane mistrzostwa Europy, przygotowaliśmy 10 powodów, dla których to klub z Londynu wygra tegoroczną edycję Ligi Mistrzów. Czy Chelsea ma szanse na drugi puchar w historii klubu?

 

1. Thomas Tuchel

Jednym z największych zaskoczeń tego sezonu było zatrudnienie Thomasa Tuchela w miejsce Franka Lamparda. Większość kibiców była zgodna, że jedno z najlepszych okienek transferowych w wykonaniu Chelsea było potwierdzeniem dalekosiężnych planów klubu i Lamparda w roli szkoleniowca. Sytuacja w tabeli i liczne pogłoski o problemach w szatni wyszły na światło dzienne w styczniu, gdy ogłoszono zwolnienie legendy z funkcji menadżera zespołu z Londynu. W jego miejsce zatrudniono niemieckiego szkoleniowca, który niespełna miesiąc wcześniej rozstał się z Paris Saint Germain. Rzadko kiedy zdarza się, aby nowy trener tak szybko odcisnął swoje piętno na świeżo przejętym zespole. Zamiast czekać miesiące, aby dostrzec zmianę w stylu gry, byliśmy świadkami piłkarskiego objawienia. Od pierwszego spotkania wyraźnie było widać zmianę stylu gry zawodników Chelsea. Następne spotkania tylko utwierdzały społeczność piłkarską w tym, że zespół z Londynu na nowo przetasowała talię kart. Jak się okazało po kilku miesiącach, jedna z wylosowanych kart zwiastowała szansę na drugi w historii klubu tytuł najlepszej drużyny europy. W ciągu kilku miesięcy Chelsea zorganizowała się w defensywnie. Zespół stracił zaledwie kilka bramek w kilkunastu meczach. Zmiana formacji wyostrzyła formę poszczególnych zawodników i wykrystalizowała się drużyna, która wie jak grać w piłkę i - co najważniejsze - wie, jak wygrywać. Thomas Tuchel przez kilka miesięcy pokonał na swojej drodze największe nazwiska zasiadające na ławkach trenerskich przeciwnych zespołów. Mourinho, Ancelotti, Guardiola, Simeone to tylko kilka z wielkich nazwisk świata futbolu, które uległy kunsztowi taktycznemu Tuchela. Przygotowanie taktyczne, z jakim do każdego meczu przygotowuje się niemiecki szkoleniowiec zakrawa na obsesję. Obsesję, z której zadowoleni są pracodawcy, piłkarze i co najważniejsze - kibice. Warto dodać, że idolem byłego szkoleniowca PSG jest sam Pep Guardiola, z którym zmierzy się w dzsiejszym finale.

 

2. Żelazne płuca N'golo Kante

Historia francuskiego zawodnika wydaje się być pisana przez kreatywnego scenarzystę, któremu do głowy przyszedł genialny pomysł. Obiecujący, pewny siebie talent z jednej z najlepszych akademii piłkarskich na świecie? Nie, to zbyt sztampowe. Zamiast nudnej i mdłej historii młodego zawodnika pewnie zdobywającego pierwszy skład byliśmy świadkami jednego z największych odkryć ostatnich lat w piłce nożnej. Historia N'golo Kante jest długa i wzruszająca. Począwszy od skreślenia zawodnika przez poszczególnych trenerów po finał Ligi Mistrzów, który w przypadku Francuza jest jedynie wisienką na torcie. Przecież najważniejsze trofeum, o którym marzy każdy piłkarz i kibic - należy już do francuskiego zawodnika - tytuł Mistrza Świata to przydomek, którym mogą poszczycić się naprawdę nieliczni zawodnicy. Nieznany nikomu we Francji młody zawodnik zaczynał karierę w niższej klasie rozgrywkowej po to, aby dostrzegło go angielskie Leicester City. Po transferze na Wyspy Kante stał się twarzą historycznego zwycięstwa Lisów w Premier League a niedługo później pokochał go cały świat. Skromny chłopaczyna zaraz po wielkim osiągnięciu trzęsącym sportowym światem powtórzył sukces, ale zrobił to już w ekipie The Blues. Swoją determinacją, żelaznymi płucami, niepohamowaną energią zawodnik ze środka pola Chelsea jest pewnością wysokiego poziomu na boisku. Pokazał to w meczach z Realem Madryt, po których wielu kibiców okrzyknęło go nie tylko najlepszym środkowym pomocnikiem defensywnym na świecie, ale i w historii. Nie nam oceniać czy tak faktycznie jest - ale warto wspomnieć o dwóch nagrodach dla najlepszego zawodnika w dwóch meczach przeciwko Realowi w półfinałach. Przegląd pola, jaki jest w ofercie zawodnika, przechwytywanie piłki, przecięcia podań, nakładanie presji, wydolność organizmu, spryt, poświęcenie są cechami, na które liczy każdy kibic The Blues w najbliższym meczu.

 

3. Akademia Chelsea

Po przejęciu Chelsea przez Romana Abramowicza w 2003 roku nastąpił zwrot w historii tego klubu. Jak pokazał upływ czasu, wielkie pieniądze nie były tym argumentem, który pozwoliłby na określenie poczynań klubu jako "pieniądze kupują trofea". Oczywiście, gdyby nie zaplecze finansowe rosyjskiego oligarchy nie byłoby sukcesów - to jasne. Jednak najistotniejsze w tym wszystkim jest mądre wydawanie swoich środków. Mimo ogromnych pieniędzy, od niemal dwóch dekad Chelsea jest klubem, który nie ma łatki przypiętej przez kupowanie najdroższych zawodników. Poszczególne drogie transfery się zdarzają, ale nie biją rekordu za rekordem. Skrupulatnie rozwijane są projekty i jednym z nich jest właśnie akademia Chelsea. Rozwijana przez lata, przynosi obiecywane rezultaty. Młodzi zawodnicy zdobywali najważniejsze angielskie i europejskie trofea w rywalizacji z innymi młodzikami innych klubów. Jednak najistotniejszy cel to dostarczenie pierwszej drużynie najpoważniejszych piłkarzy. Przez lata klub z Londynu nie mógł pozbyć się za to łatki miejsca, gdzie marnuje piłkarskie talenty. Takie nazwiska jak Salah, Lukaku czy De Bruyne nie kojarzą się z Chelsea - chociaż dla młodszych fanów zaskoczeniem jest, że cała trójka grała niegdyś razem w niebieskich koszulkach. Nie są to oczywiście nazwiska z akademii Chelsea, ale utwierdza to w przekonaniu, że lista zawodników, którzy opuścili klub, bo trenerzy nie poznali się na ich talencie, jest ogromna. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym na stanowisko szkoleniowca został ogłoszony Frank Lampard. Legenda klubu rozgrywającego mecze na Stamford Bridge zwiastowała szansę dla młodych piłkarzy. Tutaj warto zaznaczyć jak bardzo ważny okazał się zakaz nałożony przez UEFA na Chelsea. Z Uwagi na nie możliwość dokonywania transferów, angielski szkoleniowiec zmuszony był wprowadzać do pierwszej drużyny młodszych piłkarzy. Reece James, Tammy Abraham, Billy Gilmour, Callum Hudson-Odoi czy wreszcie Mason Mount - to zawodnicy, którzy krystalizowali swoje umiejętności w ośrodkach treningowych Chelsea. Prawem młodych zawodników są wahania formy, jednak w końcówce sezonu wydaje się, że fani mogą liczyć na swoich idoli. Najbliższy finał zweryfikuje czy inwestowanie w akademię zwróci się w postaci triumfu w Lidze Mistrzów, czy będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.

 

4. Młody Frank Lampard, czyli Mason Mount

Nieetycznym wydaje się być ciągłe porównywanie piłkarzy do innych, byłych już legendarnych zawodników. Zwłaszcza gdy chodzi o młodych piłkarzy, którzy walczą o wyrobienie swojej wizytówki. Żyjemy w czasach tak ikonicznych graczy jak Leo Messi, Cristiano Ronaldo czy Neymar i bardzo często porównujemy wchodzących w świat dorosłego futbolu juniorów do tych zawodników nazywając ich "nowym Messim, nowym Ronaldo". Po upływie czasu okazuje się, że zawodnicy tacy bardzo często udają się na wypożyczenia do słabszych klubów, aby odbudować swoją formę, a w ich wypowiedziach słyszy się, że ich zdaniem największą szkodę wyrządziły właśnie owe porównania. W przypadku Masona Mounta było podobnie. Po objęciu sterów w Chelsea przez Franka Lamparda to właśnie młody Anglik był tym zawodnikiem, którego kibice okrzyknęli pupilkiem trenera. Angielskie, ikoniczne pochodzenie, młodość, podobne role na boisku, strzały z dystansu, odpowiedzialność za grę zespołu to tylko kilka z podobieństw dostrzeganych przez ekspertów. Nieuniknione były porównania obydwóch zawodników, nazywając tego młodszego nowym Frankiem Lampardem. Na szczęście dla zawodnika po zatrudnieniu Thomasa Tuchela jego gra zyskała jeszcze więcej atutów, a on sam zwiększył swój wpływ na grę całego zespołu. Dzięki temu zawodnik nie tylko wyzbył się łatki pupila, ale zaczął pracować na własną wizytówkę niestemplowaną nazwiskiem Lamparda. Przebojowość Mounta, który stawał się symbolem obiecujących zawodników na lata przed dołączeniem do pierwszej drużyny, sprawiły, że w sobotę stanie przed szansą na dołączenie do elitarnych triumfatorów Chelsea w Lidze Mistrzów.

 

5. Kapitan Ameryka

Tarcza ze specjalnego metalowego stopu nazywanym Vibranium. Tajne przeprowadzane badania w celu stworzenia super żołnierza na wzór nadczłowieka ukutego w umyśle Friedricha Nietzschego. Obcisły kombinezon i ponad pół wieku spędzonego w wielkiej zamrażarce. To tylko niektóre obrazki kojarzące się z Kapitanem Ameryką, fikcyjną postacią wykreowaną pierwotnie w amerykańskich komiksach. Postać ta cechowała się wielkim bagażem moralnym czyniąc ją jedną z najbardziej odpowiedzialnych postaci w całym uniwersum Marvela. I tak oto w czasach gdy ikoniczny, fikcyjny Amerykanin zdobywał popularność w Europie, podobną drogą wybrał Christian Pulisic. Trudno przypisać amerykańskiemu zawodnikowi podobne powiązania. Nie jest on postacią fikcyjną, nie jest wytworzony przez niemieckiego filozofa ani nie zakłada korków z metalowego stopu. Jest jednak zawodnikiem, który w bardzo młodym wieku podobnie jak Steve Rogers - czyli postać znana jako Kapitan Ameryka, wziął na swoje barki wielką odpowiedzialność. W młodym wieku postanowił zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Zza oceanu młody chłopak przyleciał na Stary Kontynent spełniać marzenia. Jako nastolatek rozegrał kilka sparingów dla Chelsea, zapoznając się wówczas z młodymi zawodnikami akademii, jak chociażby wspomniany wcześniej Mason Mount. Następnie podbijał serca niemieckich kibiców, popisując się na boiskach Bundesligi. Pod okiem Thomasa Tuchela - ówczesnego szkoleniowca Borussi Dortmund - rozwijał swoje skrzydła, aby w wieku 20 lat ogłosić swój transfer do Chelsea. Jak się okazało, szybko stał się zawodnikiem pierwszego składu, który swoją grą i zdobywanymi bramkami na boisku zastąpił, wydawać by się mogło, niezastąpionego Edena Hazarda. Niestety problemy zdrowotne młodego Amerykanina wykluczają go z możliwości szybko wejścia na najwyższy poziom. Odpowiedzialność, indywidualność, przebojowość, impet, z jakim wchodzi na boisko, są argumentami, dzięki którym Chelsea ma prawo marzyć o drugim trofeum Ligi Mistrzów w najbliższym meczu przeciwko City. Oba spotkania półfinałowe przeciwko Realowi Madryt mają prawo budzić obawy, nawet tak szczelnej defensywy, jak ta, którą posiada Manchester City.

 

6. Zasiłek dla bezrobotnych

Kibice futbolu na całym świecie kochają wspaniałe historie, jakie stoją za poszczególnymi zawodnikami. Na całe szczęście jest ich bez liku, można by wymieniać niemal w każdej drużynie zawodników, za którymi stoi rozczulająca opowieść. Bywa czasami, że zawodnicy wyłaniający się z biedy podpiszą lukratywne kontrakty i spoczną na laurach. Uczucie bezpieczeństwa i komfortu zapewniając dobrostan swojej rodzinie, niejednokrotnie bywały cichą pułapką dla kariery. Większość historii jednak niesie ze sobą inne wartości. Wartości, które w rękach odpowiednich ludzi mają szansę stać się frezem szybkotnącym - narzędziem którym wygraweruje się nazwę zwycięzcy Ligi Mistrzów na srebrnym pucharze zdobytym na Estádio do Dragão. W tym szczególnym przypadku powinniśmy raczej powiedzieć, że wszystko leży nie w rękach - a w rękawicach. Bo to właśnie Edouard Mendy, bramkarza Chelsea Londyn jest kolejnym argumentem, który stanowi o sile klubu w tym sezonie. Historia jedna z tych najbardziej wzruszających. Co robisz gdy żaden klub cię nie chce, od miesięcy pobierasz zasiłek dla bezrobotnych, w drodze jest twoje dziecko w przyjściu na świat, a ty zamiast pieniędzy masz tylko marzenia? Bo wcale już nie taki młody wówczas Senegalczyk zakasał rękawy i kontynuował treningi. Tracąc wiarę we własne możliwości, zadając sobie pytania dlaczego dalej brnie w to co raczej nie ma prawa się udać, kontynuował serię treningów, rezygnując z pracy u kolegi w męskim sklepie odzieżowym. Pozostał bez klubu tak długo, aż podpisał amatorski kontrakt z najniższą pensją w Olympique Marsylia B, gdzie był zaledwie czwartym bramkarzem klubu. Dość późno zaczął poważną karierę, w swoim pierwszym sezonie w Chelsea ma już 29 lat. Hart ducha, jaki osiągnął w trakcie trudnych lat swojego życia, wprowadza w jego umyśle na boiskach spokój, który udziela się również linii obrony. Determinacja, wola walki mogą zatrzymać strzały oddane przez takich napastników jak Sergio Aguero czy Gabriel Jesus.

 

7. Kradzież solniczek

Dawno temu, gdy Thomas Tuchel był trenerem FSV Mainz 05, Kapitan Ameryka siedział w inkubatorze na Signal Iduna Park a Pep Guardiola trenował Bayern Monachium doszło do kilku kradzieży w jednej z niemieckich restauracji. Okazało się, że sprawcami byli dwaj wymienieni szkoleniowcy. Jak to się stało, że bogaty i bogatszy dopuścili się kradzieży solniczek w renomowanej restauracji? Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Z kradzieży nikt nie zrobił zamieszania, a w rzeczywistości restauratorzy o wszystkim wiedzieli i była to "koleżeńska przysługa" jaką mogli zostać obsłużeni wykwintni goście. W końcu kto nie chciałby być okradziony z solniczek przez Pepa Guardiolę?! Los chciał, aby w jednej restauracji jadali koledzy po fachu. Thomas Tuchel oraz Pep Guardiola, miłośnicy taktyki. Trudno powiedzieć jak wyglądał dokładnie przebieg całego zdarzenia, kto pierwszy zaczął, kto był głową całego misternego planu, ale wiadomo, jak to się skończyło. I to nie wcale z raportów policyjnych, bo sami zainteresowani uchylili rąbka tajemnicy. Jak wcześniej wspomniano, idolem Thomasa Tuchela jest Pep Guardiola. Niemiecki szkoleniowiec postanowił wykorzystać kilkukrotnie fakt, że jadają w jednej restauracji i nakłonił hiszpańskiego trenera do rozmów na temat strategii boiskowych. Jako że dla ówczesnego trenera Bayernu Monachium taktyka jest kluczem do zwyciężania, nie mógł się powstrzymać i wdał się w dyskusje z rozmówcą. Efekt jest taki, że każda solniczka znajdująca się w restauracji odpowiadała jednemu piłkarzowi. I tak oto dwóch dojrzałych szkoleniowców, jak małe dzieci bawiące się ołowianymi piłkarzykami, przeprowadzali symulacje taktyczne z udziałem solniczek. Jak to wszystko ma się do wielkiego finału rozgrywanego w najbliższą sobotę? Wiedza. Wiedza w postaci prywatnych warsztatów, jakimi poszczycić się może Thomas Tuchel u swojego idola. Wiedza z pierwszej ręki, której nie zastąpi żaden warsztat techniczny żadnej instytucji piłkarskiej na świecie. Jedynym pytaniem jest, kto zapłacił za rachunek w restauracji? Tego dowiemy się w sobotę!

 

8. Do trzech razy sztuka

W ostatnich tygodniach niemiecki szkoleniowiec dwukrotnie pokonał w ważnych spotkaniach drużynę, z którą przyjdzie mu się zmierzyć w finale Ligi Mistrzów. Najpierw lepszymi solniczkami okazały się te niebieskie, które w półfinale Pucharu Anglii pokonały w pięknym stylu Manchester City 1:0. Następnie w lidze angielskiej w emocjonującym meczu nastąpił kolejny mały finał. Obydwie drużyny przystąpiły do spotkania ze świadomością o rywalizacji w Lidze Mistrzów i to był dobry powód, który przełożył się na poziom spotkania. Obie ekipy chciały przystąpić do finału w jak najlepszej atmosferze, którą gwarantowało zwycięstwo w lidze. Widowisko obejmowało objęcie prowadzenia przez Manchester City, niewykorzystany w okropny sposób rzut karny przez Sergio Aguero, po zwrot w drugiej połowie dokonany przez Chelsea i bramkę w doliczonym czasie gry. Efekt? Wściekłość Pepa Guardioli, który zdawał sobie sprawę, że przegrana w doliczonym czasie gry przeciwko drużynie, z którą przyjdzie zmierzyć się w finale Ligi Mistrzów, jest niczym w porównaniu z tym jakie spustoszenie może wprowadzić w głowach jego podopiecznych. Na tym etapie rozgrywek niewymownie ważnymi są aspekty psychiczne, które w ostatnich tygodniach mocno przemawiają na korzyść drużyny z Londynu. Dwie porażki nie napawają optymizmem, mimo zdobycia mistrzostwa Anglii, które na początku sezonu wydawało się poza zasięgiem. Czy do trzech razy sztuka? Naszym zdaniem napięcie zasiane w psychice zawodników Manchesteru City jest wystarczająca do wygrania Ligi Mistrzów.

 

9. Ławka rezerwowych

Ilekroć Liga Mistrzów znajduje się na etapie rozgrywania półfinałów, tylekroć śmielej typuje się triumfatora tych rozgrywek. Argumenty i sama dyskusja przeciąga się w nieskończoność, a jednym z najczęstszych za i przeciw jest ławka rezerwowych. Historia uczy, że najwięcej ugrać może ta ekipa, która ma najszerszą kadrę gotową do walki o zmianę wyniku w końcówkach meczu. Prawdą jest, że Manchester City ma świetnych zmienników - jednak w porównaniu do Chelsea wynika to z innych powodów. Rezerwowi, którymi kieruje Pep Guardiola, zasiadają na ławce, z uwagi na brak formy. Oczywiście nie wszyscy, ale takie nazwiska jak Aguero czy Sterling właśnie z tego powodu się na niej znajdują. W przypadku Chelsea wygląda to trochę inaczej. Większość zawodników jest w optymalnej formie, są głodni gry i każdy ma talent, który służy innemym celom. Trudno jednoznacznie wskazać stałą ławkę rezerwowych ekipy z Londynu. Niemal każdy może na niej usiąść i w zależności od słonych założeń taktycznych trenera będzie się ona zmieniać. Hakim Ziyech oferuje kreatywność, celność podań i niekonwencjonalne zagrania przełamujące każdą linię obrony. Kapitan Ameryka ze swoją indywidualnością może wykorzystać zmęczonych rywali. Reece James jako niezmordowany żołnierz wykonujący z najwyższą starannością każde polecenie trenera. Nawet Kai Havertz szukający swojej formy może zagrozić rywalom swoimi podaniami i utrzymaniem się przy piłce. Billy Gilmour ze swoim przeglądem pola. Callum Hudson-Odoi straszący rywali swoim dryblingiem i przyśpieszeniem. Kovacic dający gwarancję budowania akcji. Wszyscy zawodnicy Chelsea wydają się tworzyć jedną wielką układankę z puzzli, którą steruje Thomas Tuchel. Układanką, która po ułożeniu zaczyna przypominać uszaty puchar Ligi Mistrzów.

 

10. Wszystko zaprzepaszczone

Początek niemieckiego szkoleniowca w barwach The Blues budzi sensację nawet kilka miesięcy po debiucie. Pochwały, osiągnięcia przekraczające oczekiwania zarządu Chelsea doprowadziły do plotek o przedłużenie kontraktu na długo przed jego zakończeniem. Po pokonaniu w dwumeczu Realu Madryt strona na karcie historii Chelsea otworzyła się i oślepiała swoim blaskiem. Biała strona do zapisania piórem dzierżonym w ręku słonawego złodzieja z Mainz. Końcówka sezonu, której nikt się nie spodziewał, wyostrzyła jedynie apetyt na zdobycie pucharów, które na początku sezonu były jedynie dodatkiem do oczekiwań. Na nieszczęście dla Thomasa Tuchela apetytu nie udało się załagodzić w Pucharze Anglii - w finale The Blues ulegli Leicester City 1:0. Do tego doszły przegrane derby Londynu z beznadziejnym w tym sezonie Arsenalem. W walce o przyszłoroczną Ligę Mistrzów, Chelsea przegrała z Aston Villą. Na całe szczęście dla finalistów Ligi Mistrzów, Tottenham pokonał na wyjeździe drużynę Lisów, wyrzucając ich z angielskiej TOP 4, gwarantując tym samym ekipie z Londynu występ w elitarnych rozgrywkach w przyszłym sezonie. I jaki w tym wszystkim jest argument za zwycięstwem w sobotę? Mobilizacja. Ostatnia prosta dla Chelsea okazała się być bardzo wyboista. W wielkim futbolu zapamiętuje się zwycięzców, a nie tych, którzy byli blisko. Trener i zawodnicy również to rozumieją. Wierzymy, że passa porażek wymusi na Chelsea pełną koncentrację i nie spoczną na laurach wynikających z awansowania do wielkiego finału.

 

Już w sobotę, 29 maja o godzinie 21:00 rozpocznie się długo wyczekiwany finał, który zweryfikuje nasze spostrzeżenia. Będziemy bacznie obserwować wymienionych zawodników i sprawdzimy, czy przypisywane im przez nas cechy są gwarancją zdobycia wymarzonego trofeum drugi raz w historii. Nie możemy się doczekać pierwszego gwizdka i charakterystycznego głosu ulubionych komentatorów sportowych.

 

 

OBSTAWIAJ FINAŁ LIGI MISTRZÓW W PZBUK!

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy