FELIETONY
Czy spotkanie z Anglią to przełomowy moment reprezentacji Polski?
Wychowankowie Lecha Poznań powoli biorą odpowiedzialność za grę reprezentacji. To cieszy/fot. laczynaspilka/ig
10-09-2021 07:48 Hubert Duplaga

Czy spotkanie z Anglią to przełomowy moment reprezentacji Polski?

Remis z Anglią, a po nim oczekiwanie na kolejne mecze reprezentacji Polski. W grupie I eliminacji do Mundialu w Katarze plasujemy się na trzeciej pozycji. Co poza tym? Dobre wrażenie, szczególnie po meczu z Anglikami, i wygrana, pomimo słabej gry z Albanią. Mecz z San Marino to osobna historia. Jedno jednak jest pewne. Ta kadra ma nazwę, ma charakter, ma w sobie coś, czego brakowało jej od dawna. 

 

Jeszcze za wcześnie, by krzyczeć, że na pewno awansujemy na mundial. Nawet zdecydowanie za wcześnie, jednak możemy zakrzyknąć, że mamy drużynę gotową na trudne spotkania. Zgrupowanie z września zostanie zapamiętane, jako moment przełomowy. 

 

Po pierwsze, wygraliśmy trudne spotkanie z Albanią, pomimo tego, że gra zupełnie nam się nie kleiła, a co trzecie podanie było nie tyle niecelne, ile było perfekcyjnym zagraniem do ciągle naciskających na nas pomocników przeciwnika. Wygraliśmy wysoko, co cieszy jeszcze bardziej. 

 

Sousa znalazł sposób. On wie jak

Kłopotem na pewno jest gra w obronie, ale można zauważyć, że jakiś promyczek nadziei się pojawił. Choć straciliśmy gola w każdym z trzech meczów, to jednak w spotkaniu z Anglią zobaczyliśmy wyraźną poprawę. Najlepiej ocenić grę w obronie poprzez ilość strzałów oddanych przez przeciwnika, a tych celnych Anglicy (2) mieli mniej, niż San Marino (3). Sukces? Mały sukcesik, ale warty uwagi, bo poprzednie mecze były festiwalem dla napastników rywali, którzy wbiegali w wolne strefy i ładowali na naszą bramkę ile chcieli. Hybrydowe ustawienie zaczyna działać, a nasi piłkarze coraz sprawniej poruszają się pomiędzy 4-4-2, a 3-5-2 czy 5-3-2, przy okazji nie tracąc ofensywnego zacięcia. Strzelamy dużo i to cieszy. 

 

Każdy napastnik obok Lewandowskiego wygląda dobrze. Po prostu dobrze. Nie wybitnie czy wyśmienicie, ale to i tak dobrze rokuje. Czy to Buksa, czy Świderski, czy wcześniej Świerczok - każdy z nich ma miejsce, czas i możliwości, by pokazać swoje atuty. Sousa znalazł sposób.

 

Znalazł sposób również na samego Roberta Lewandowskiego. Pomimo tego, że napastnik Bayernu Monachium wciąż porusza się pomiędzy liniami, szuka sobie miejsca i cofa się po piłkę - wygląda to o niebo lepiej, niż w spotkaniu z Andorą, gdzie Lewandowski przez cały czas spędzony na boisku był non stop pod grą, ale nic z tego nie wynikało. Teraz jest inaczej, a przykładem niech będzie asysta w ostatnich minutach spotkania z Anglią. 

 

Zaufać na 100%? Sousa uczy się na błędach

Moje obawy zostały rozwiane. Nawet jeśli nie awansujemy na mundial - Sousa spełnia swoją rolę. Nie ustrzegł się błędów nowicjusza, ale my nieustannie patrzymy na niego, jak na trenera z doświadczeniem. Doświadczenie ma bogate, ale głównie klubowe. Polska jest jego pierwszą samodzielnie prowadzoną reprezentacją, ale błędy, które popełnił - nie są dyskwalifikujące. 

 

Szybko je naprawił, bo się na nich zwyczajnie nauczył, że Helik jest mocno elektryczny i potrafi być zabójczym killerem również pod własną bramką. Zrozumiał, że Kamil Glik to absolutny lider i bez niego możemy zagrać jedynie z San Marino, ale wtedy nawet z najgorszą drużyną w Europie stracimy bramkę. 

 

Przy kolejnych wpadkach, selekcjoner nie podgrzewał się, niczym poniedzielny kotlet schabowy w mikrofali. Obstawał przy swoim - strzelić więcej niż przeciwnik, grać pressingiem, próbować wrzutek. I ostatecznie, jeśli weźmiemy na tapet dwa mecze z Anglią: ta strategia i ta konkretnie zastosowana taktyka - zadziałała. Gola na Wembley zdobyliśmy dzięki temu, że weszliśmy kilkoma piłkarzami do strefy wysokiej Anglików. Można dyskutować, czy był to skuteczny pressing, czy raczej błąd obrońców, ale jedno jest pewne - byliśmy tam, gdzie od wielu lat baliśmy się podejść. Jak żyję nie pamiętam tak wysoko grającej reprezentacji Polski, a że żyję krótko to dodam tylko, że ostatnia taka kadra grała w piłkę w latach 70. i 80. XX wieku. Szmat czasu, ale w końcu wyszliśmy z drewnianych chatek. Dzięki Leo… tzn. Paulo!

 

Optymizm po remisie

U mnie jest tak wielki, że nawet w jednym z postów na facebook’u zdarzyło mi się napisać, że Szymański zdobył gola na wagę zwycięstwa. Bo w rzeczywistości - tę bramkę odebrałem jak zwycięstwo. Ukłuliśmy Anglików w najgorszym dla nich momencie, wcześniej od kilku, a może nawet kilkunastu minut spychając ich do szesnastki. Na Stadionie Narodowym, w Warszawie - stolicy, która była świadkiem niemal wszystkich najważniejszych wydarzeń w historii Polski. 

 

Tabela grupy I. Polska na trzecim miejscu/fot. screen

 

Tak jak w 1973 roku zremisowaliśmy na Wembley, tak teraz udało nam się to na Narodowym - oby konsekwencją tego wczorajszego remisu było to samo, czyli awans na mundial. Bo zasłużyliśmy. Zasłużyliśmy na ten remis, zasłużyliśmy na 7 punktów zdobytych w trzech meczach, zasłużyliśmy na zdzieranie gardeł przez 55 tysięcy ludzi na Narodowym - zasłużyliśmy na mundial.

 

Tabela naszej grupy wygląda obiecująco. Albanię czekają starcia z Węgrami, Polską, Anglią i Andorą - w tej kolejności. Anglia do tej pory straciła w tych eliminacjach zaledwie dwa gole i oba wbiliśmy im my - pierwszego Moder, drugiego Szymański (swoją drogą, on nawet nie zaczął jeszcze sezonu w Grecji). 

 

Albańczycy pojadą najpierw do Budapesztu, następnie u siebie zagrają z Polską, a w listopadzie wybiorą się na Wembley, do jaskini lwa, gdzie nikt od baaardzo dawna nie wygrał, gdzie trudno nawet o remis. Węgrzy po meczu z Albańczykami zagrają na wyjeździe z Anglią, następnie czeka ich mecz „charytatywny” z San Marino, a w listopadzie wpadną na Narodowy, a tam już my będziemy na nich czekać. 

 

Taką mam nadzieję, że minimum na drugim miejscu w grupie, walcząc o pierwszą pozycję - co jednak wydaje się podejściem hurraoptymistycznym, a może nawet nierealnym. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ta kadra zaczęła trybić, zaczęła działać, chodzić niczym dobrze naoliwiona maszyna parowa, bo jeszcze nie bolid Formuły 1. 

 

Mamy swoje atuty, coraz częściej potrafimy z nich korzystać, a pojawiające się błędy, wynikały nie tyle braku pomysłu, ile próby jego wdrożenia. I to cieszy. Dziś nie jesteśmy już bezsmakową zupą. Jesteśmy najlepszą pomidorową, jaką jadłeś, wyśmienitym polskim rosołem, choć tłustym, to pełnym wiary w zwycięstwo. W to, że można „jechać z frajerami”, a jeśli nie z frajerami, to nawet z tymi najlepszymi frajerami, jak właśnie bezczelni Anglicy czy fenomenalni technicznie Hiszpanie. Można, a bez Sousy by się to nie udało.

 

Jedno z jego kadencji zapamiętam już teraz - jego kadra nie jest bezpłciowa, nie jest bezzębna - ma braki, ale ma mocne strony. Ma wyraz, ma smak, ma zapach - można jej dotknąć, a kolejne mecze - są po prostu ciekawe i trzymające w napięciu. Gdyby Sousa był reżyserem - kręciłby thrillery, gdyby był kucharzem - robiłby najostrzejsze na świecie potrawy. I za to go szanuję, bo do cholery - kadra Polski musi być jakaś. 

 

Nie może być zbieraniną, zgrają zawodników, którzy akurat przyjechali pokopać piłkę na Narodowym. 

 

A mi się podoba, że jest akurat taka - z zębem, z walką, ale przede wszystkim - z pomysłem.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy