FELIETONY
Dlaczego Anglicy klękają przed meczami? Jak futbol stał się zakładnikiem, czyli Black Lives Matter na EURO 2020
Anglicy wykonujący gest BLM/ fot. Opindia
17-07-2021 10:00 Patryk Parduła

Dlaczego Anglicy klękają przed meczami? Jak futbol stał się zakładnikiem, czyli Black Lives Matter na EURO 2020

W skrócie BLM - „Black Lives Matter”, czyli w wolnym tłumaczeniu „życie czarnoskórych ma znaczenie”. Jest to bardzo kontrowersyjny temat budzący wiele emocji, nieporozumień dlatego przed rozwinięciem tego punktu pragnę podkreślić kilka ważnych spraw. Przede wszystkim: Życie czarnoskórych ma znaczenie. Nikt z nas nie jest rasistą, jako autor felietonu również nim nie jestem. Uważam, że warto wychodzić ze swoich słoików, poszerzać horyzonty myślenia, mieć otwarty umysł i dopuszczać się czegoś, co przez tysiące lat było jednym z najbardziej absurdalnych, mrożących krew w żyłach zagadnień. Czyli mieć własne zdanie.

 

O co chodzi w BLM - Black Lives Matter?

Historia dla wielu jest znana, ale warto o niej wspomnieć. 25 maja 2020 roku czarnoskóry obywatel Zjednoczonych Stanów Ameryki podczas interwencji policjanta został nieumyślnie uduszony. Wydarzenie te wstrząsnęło światem, a zwłaszcza USA gdzie zamieszki rozlały się po całym kraju. Pierwszy raz w historii Biały Dom zgasił światła, a wokół najważniejszych budynków administracji państwowej rozstawione było wojsko. Filmy napływające w internecie z USA przypominały filmy futurystyczne oraz momenty zwiastujące „chwilę przed tragedią”. Tragedią, jaką byłaby totalna anarchia i zdestabilizowania nuklearnego mocarstwa. Po kilku tygodniach protesty, a raczej zamieszki, ustały. A z całego zamieszania powstał właśnie ruch BLM, którego celem jest walka o równe prawa czarnoskórych ludzi. Zamiast tworzyć definicję tego zjawiska, postanowiłem podzielić się z wami swoimi obserwacjami.

 

Sam ruch BLM walczy o równouprawnienie między czarnoskórymi obywatelami jednego kraju a obywatelami tego samego kraju o innym odcieniu skóry. Jest to jednak walka z wiatrakami, ponieważ… równouprawnienie już jest. W świetle prawa krajów takich jak USA lub Anglia nie ma różnic między obywatelami czarnoskórymi czy białymi. Dlatego walka w tym kierunku to zwyczajna strata energii. Poprzednie pokolenia walczyły z brakiem równouprawnienia i to im udało się przerwać łańcuch krzywd. Równouprawnienie już jest w tych krajach od kilkudziesięciu lat. Przykład? Bardzo proszę. Kto był, przed Donaldem Trumpem, prezydentem Stanów Zjednoczonych? Barack Hussein Obama II. Dlatego moim zdaniem lepiej jest uświadomić sobie prawdziwy problem, który obnaża genezę rasizmu.

 

Przede wszystkim jest to stan świadomości obywateli, którzy swoje nastawienie wynoszą z edukacji. I w tym kierunku powinniśmy kierować swoją energię. Nie tylko w celu zniwelowania rasizmu, ale ogólnie - zmiany w systemie szkolnictwa i wpływie na samoświadomość obywatela, co  może pomóc zrewolucjonizować świat. Gdyby wszyscy obywatele walczący o coś, co już od dawna istnieje (o równouprawnienie), przenieśliby swoje skupienie na kwestie zmian w szkolnictwie (co przeniosłoby się na samoświadomość obywateli) może udałoby się stworzyć system, który w ten sposób wyeliminowałby rasizm ze społeczeństwa. Bez awantur, krzyków, bicia i ogólnego niesmaku, jaki budzi już od paru miesięcy ruch BLM.

 

Skąd pochodził ten niesmak? Wielu ludzi było poirytowanych, że w social media panuje terror słowa, forma presji wywieranej na obywatelu. Niema groźba zawieszona w powietrzu, ale zaklęcia nikt jeszcze nie wypowiedział na głos. Zaklęcia, na mocy którego rasistą zostawał ten, który nie wspierał ruchu BLM. Ale jak można wspierać ruch, który doprowadził do największych w historii USA zamieszek. Wraz z upływem czasu na jaw wychodziły informacje, że George Floyd był pod wpływem narkotyków, co było głównym powodem uduszenia, a w mediach dalej panował reżim wspierania BLM. Ludzie mieli dość zmuszania do podzielania zdania, którego najzwyczajniej w świecie nie podzielali. Cały ten śmieszny ruch przełożył się również na sferę sportową. Niemal każdy klub, każda reprezentacja postanowiła wspierać ruch BLM wykonując gest wsparcia przed rozpoczęciem meczu. Zawodnicy klękali przed meczem, unosząc zaciśniętą pięść ku górze. Na początku było to jak najbardziej zrozumiałe, zwłaszcza, że w wielu krajach szło to w parze z protestami. Po upływie miesięcy irytacja narastała, groźba zostania nazwanym przez kogoś rasistą wyostrzała się, a piłkarze dalej wykonywali gest, który w oczach kibiców kojarzył się z poddaństwem. Na kilka miesięcy przed wystartowaniem turnieju wiele reprezentacji zrezygnowało z tego gestu, argumentując to tym, że nie jest to dłużej gest wsparcia, a raczej - w gruncie rzeczy - parada cyrkowa. 

 

Paradoks Anglików: wspierali BLM a zniszczył ich rasizm

I wtedy pojawia się ON. Na chwilę przed turniejem ogłasza, że jego podopieczni dalej będą wykonywać gest wspierający BLM. I żeby było jasne: zawodnicy nie byli do tego zmuszani. Z ich wypowiedzi wynikało, że sami popierają taką decyzję. Czy była to dyplomatyczna próba nierozjuszenia trenera? W kilku przypadkach możliwe.

 

Największym paradoksem jednak jest to, że reprezentacja, która najbardziej wspierała walkę z rasizmem, sama przez ten rasizm została zniszczona. Podczas gdy wielu kibiców reprezentacji Anglii głośno wyrażała swój sprzeciw i domagali się zaprzestania klękania przed meczem, selekcjoner postanowił intensywniej wspierać ten gest. Z jednej strony wydawać się może, że było to indywidualne zdanie selekcjonera lub The FA. Z drugiej strony obrazuje to problem, z jakim boryka się sport. Chociaż słowo sport to za dużo powiedziane.  Sport, czyli w tym wypadku piłka nożna, stała się kolosem na glinianych nogach. Za dużym, by upaść, a jednocześnie za małym, by móc czegoś wymagać. Wpływ piłki nożnej na sektory kultury i gospodarki na Wyspach jest tak duży, że nieuniknione stały się próby przywłaszczenia sobie pewnych idei i podporządkowania im szeroko rozumianym normom społeczny, i co gorsza, poprawności politycznej.

 

Piłka na wyspach nie ma za wiele wspólnego z samym sportem. Wszystko stało się ze sobą tak połączone, że niewykluczone jest presja polityczna narzucona na Synów Albionu. Bardzo prawdopodobe są naciski ze strony rządzących lub innych ugrupowań idących w parze z social media. Ciśnienie wynikające ze strachu przed doprowadzeniem do podobnych zamieszek jakie miały miejsce w USA? W Anglii żyje bardzo dużo osób czarnoskórych, co przekłada się również na reprezentacje Anglii. Wielu zawodników Trzech Lwów to piłkarze o ciemnej barwie skóry. Podziały uwydatniające się w społeczeństwie mogły wymusić taką, a nie inną decyzję na selekcjonerze. W takim wypadku na Southgate'a pada cień postaci tragicznej. Nie tylko zakładnika politycznego, ale postaci świadomie przyjmującej na siebie cały hejt, z jakim powinien spotkać się brytyjski rząd za nieradzenie sobie z problemami w społeczeństwie. Jeśli faktycznie Southgate przyjął taką pozycję w tej całej śmiechu wartej szopce, wówczas jest bohaterem, który wziął na klatę odpowiedzialność. Wyszedł przed szereg i wystawił się na krytykę za nieswoją decyzję. Jest jeszcze ta najbardziej irytująca opcja. Że jest błaznem, który prowadzi cyrk na kółkach.

 

Trzy Lwy? Nie, to stado małp

Idąc w kierunku problemu rasizmu w Anglii, nie sposób poruszyć tego, co wydarzyło się podczas wielkiego finału na Wembley. Seria rzutów karnych. Historyczny moment. Kilka minut dzieli Anglię od historycznego orgazmu. Southgate wpuścił na boisko kilkaset milionów euro. Specjalnie na rzuty karne zostali wybrani Rashford oraz Sancho. Obydwaj to czarnoskórzy reprezentanci Anglii. Do tej dwójki dołączył Saka, ale żaden z nich nie wykorzystał swojej jedenastki. Pech, bo wszyscy trzej to murzyni.

 

Rashford i Sancho przed wejściem na boisko w meczu finałowym Euro 2020. Cel? Jeden - strzelić decydujące jedenastki. Niestety, misja się nie powiodła/fot. manchestereveningnews.co.uk

 

I teraz trzeba sobie uświadomić, co rzeczywiście się stało. To nie tylko tak, że Anglia przegrała w karnych. To moment, który obrazuje, jak bardzo piłka na Wyspach przesiąknięta jest pewnego rodzaju twierdzeniami i jak mocno wpływa na inne sektory życia codziennego (a życie codzienne - na piłkę). Frustracja niezadowolonych kibiców wylała się na głowy piłkarzy do tego stopnia, że cała Europa uświadomiła sobie, że problem rasizmu na Wyspach jest wciąż aktualny.

 

Historia Anglii ukazuje, jak bardzo kultura na Wyspach jest powiązana z futbolem. Trochę to romantyczne, gdyby nie fakt, że wszytsko przybrało obrót tragiczny. Dowodem są małpy z cyrku, które uciekły i dostały się na Wembley. Miały być Trzy Lwy, a okazało się, ze niektórzy fani (ale czy wciąż fani?) to stado małp. Przegrana w karnych pokazała ilu rasistów, skrywa się na co dzień w angielskim społeczeństwie. Kibole, bo nie można nazywać ich kibicami. Wyszli na miasto i niszczyli wszystkie mienia, które związane są z wizerunkami czarnoskórych piłkarzy. W social media pojawiały się nie tylko nienawistne komentarze, ale i seria gróźb wymierzonych właśnie w pechowych zawodników.

 

Kto do cholery dopuścił do tego, aby żyć przez kilkadziesiąt lat z przekonaniem, że na Wyspach nie ma problemu rasizmu? On nie pojawił się na nowo. On cały czas był, głęboko schowany. Kto do tego dopuścił? Jak nie winić rządzących. Nie widzieli tego problemu? Nie chcieli widzieć? A może udawali, że wszystko jest okej. Anglia straciła wielu kibiców w Europie, ale paradoksalnie sama gra mogła się podobać. Zawodnicy bronili swoich osiągnięć - świetnie grając w piłkę. To decyzje polityczne przedostające się na murawę zniechęcały kibiców. Angielskie władze swoją opieszałością przez kilkanaście lat doprowadziły do zrujnowania wspaniałego widowiska, jakim był finał. Kibice oczekiwali, że po ostatnim gwizdku jedni będą pocieszać drugich i gratulować sobie wzajemnie wielkich osiągnięć. Jednak takie obrazki ustąpiły miejsca informacjom napływającym z ulic Londynu. Stado małp masowo biło kibiców, by bez wejściówek zająć miejsce na Wembley. Doszło nawet do tego, że Callum Hudson-Odoi prawdopodobnie zrezygnuje z gry w reprezentacji Anglii z uwagi na problemy rasistowskie. 

 

Idąc dalej

Internet obiegły obrazki, w których murale z wizerunkiem Marcusa Rashforda jest niszczony przez rasistów. Następnie pojawiły się zdjęcia, na których owy mural jest obklejany karteczkami z namalowanymi serduszkami i słowami wsparcia. Piękny gest, który daje nadzieje, że problem rasizmu zostanie zlikwidowany. W tym celu potrzeba jednak rządu świadomego, konkretnego, a nie cyrku, który swoją edukacją doprowadza do wypuszczenia małp. To wszystko działo się w Anglii. Ale warto zwrócić uwagę na problem rasizmu oraz podejścia do tematu przez media społecznościowe. Kwestia rasizmu jest tak delikatnym tematem, że nie można nawet złego słowa powiedzieć w kierunku instytucji zwalczającej problem. Na miłość boską.

 

Mural przedstawiajacy Marcusa Rashforda w czasie rastauracji - sztuka nowoaczesna!/fot. aljazeera.com

 

Z jednej strony niemy nakaz, przez który obywatele mają się cieszyć, że są instytucje zwalczające problem rasizmu. Z drugiej strony, jak pokazały ostatnie wydarzenia, metody podjęte w celu zwalczenia problemu nie przynoszą skutków, a jedynie zamiatają go pod dywan. A obywatel? A obywatel w tej kwestii niech się nie odzywa, bo zwrócenie uwagi, że może trzeba byłoby podjąć inne kroki w tym celu, skończy się niemym ostracyzmem. Akurat opisany wyżej proces dotyczy nie tylko Wysp, ale i innych krajów w Europie. Zwróćmy uwagę na przypadek Marcusa Thurama. Czarnoskóry zawodnik występujący na co dzień w Borussii Moenchengladbach podczas meczu ligowego opluł swojego rywala. Słusznie otrzymał za takie zachowanie czerwoną kartkę, ale chodzi tutaj jeszcze o coś innego.

 

W mediach społecznościowych obiegła informacje o całym zdarzeniu. W newsach opisywano sytuacje dokładnie: jeden zawodnik opluł drugiego zawodnika. Jak się okazało, opluty zawodnik był „biały”. Gromy spadające na zawodnika dotyczyły aktu oplucia. Ale co by się stało gdyby to „biały” opluł na murawie czarnoskórego zawodnika? Jestem przekonany, że w mediach pojawiłyby się artykuły o rasistowskim podłożu chaniebnego czynu. Jest to problem podwójnych standardów, który ukazuje stronniczość medialną. Właśnie ta stronniczość medialna jest odpowiedzialna za irytację narastającą wśród kibiców domagających się zaprzestania klękania przed meczem. Należy jednak pamiętać, że domaganie się tego nie jest dowodem na rasizm, jakby mogły wskazywać niektóre media, a uświadomieniem sobie problemu, jaki jest w instytucjach zwalczających rasizm oraz mediów, które w niczym nie pomagają.

 

Idąc jeszcze dalej

Opisana sytuacja w powyższym punkcie obrazuje problemy zarówno na Wyspach jak i Europie. Przesuwając palecem po mapie świata, dochodzimy do Kataru. W 2022 zostaną rozegrane tam Mistrzostwa Świata. Jak podają niezależne agencje informacyjne, przy budowanie stadionów z uwagi na niezabezpieczone miejsca pracy dotychczas zginęło od 5000 do 6000 pracowników (wartości szacunkowe). Jasny piorun człowieka trafia podczas oglądania wiadomości. Jest wmawiane, że jest rasistą jeśli nie wspiera BLM, ale jednocześnie żadne media nie mówią o problemie, jaki jest w Katarze. Moim zdaniem to kolejny powód obrazujący, że taki instytucje jak FIFA, UEFA czy rządy poszczególnych krajów to nic innego jak pic na wodę i cholerny fotomontaż.

 

Media przejmują się nieodśnieżonym parkingiem przed meczem, ale nie przejmują się życiem tysięcy robotników. Tak jak w przypadku Garetha Southgate'a: nie wiem, czy to błazen, czy bohater tragiczny - tak w tym przypadku mam większą pewność, co do rządów czy social media. Zamiast przypisywać im zwykłą niewiedzę na ten temat, przypiszę im manipulację, interesowność oraz skorumpowanie. Nie zdziwię się jeśli za kilkadziesiąt lat wyjdą na jaw akta opisujące Katar opłacający media w Europie, aby tylko nie poruszały tego problemu. Chętnie zajrzałbym również do kasy FIFA czy nie wpłynęły tam jakieś dziwne pieniądze. 

 

Za siedmioma górami

Idąc jeszcze dalej i jeszcze dalej, dochodząc palcem po mapie na sam skraj, dochodzimy do Japonii. Kraj, który nie wydaje się być aż tak zależny od nacisków medialno-politycznych. Nie słyszy się o Japonii w kontekście przekrętów czy afer. W tym kraju nie ma problemów z jakimi zmagają się kraje w Europie. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem nie ma tam aż takiego wpływu koncernów, a polityka bardziej skupia się na polityce i nie poddaje się aż tak bardzo presji z różnych środowisk. Nie sugeruje, że politycznie jest to kraj wolny od problemów. Sugeruje, że Japonia się nie sprzedaje. Jak to się ma do sportu? Przede wszystkim w Japonii organizowane są Igrzyska Olimpijskie. Ostatnio główny przewodniczący na jedno z pytań dziennikarzy zadeklarował jasno: Igrzyska Olimpijskie to zmagania sportowe, a nie scena, na której rozgrywane są konflikty polityczne.

 

Powyższe zdanie pokazuje jak w jednym wyrażeniu można poinformować kibiców o swoim stanowisku. Jedno zdanie gwarancją zachowania maksimum sportu w sporcie. Jedno zdanie po którym widzimy stanowisko ludzi stojących na straży i dbających o to by czynniki zewnętrzne nie ingerowały w Igrzyska Olimpijskie.

 

Padło jedno zdanie i zamknęło temat. Jedno zdanie. Jedno. A rozwiązałoby problemy, pod którymi ugina się świat zachodni. Niestety nie da się takiego rozwiązania przenieść np. na Wyspy w skali 1:1. Tam jest już trochę za późno. Ingerencja świata piłki w świat ekonomii, gospodarki, polityki stworzył jeden organizm. Wystawienie kawy na ławę poskutkowałoby tym, czego chciał uniknąć brytyjski rząd, zmuszając swoją reprezentację do poddaństwa (takie jest moje przypuszczenie). Doprowadziłoby to do zamieszek na podobną skalą, jak decyzja o niewspieraniu BLM, co mogłoby uderzyć w znaczną część czarnoskórego społeczeństwa.

 

Podsumowanie

Świat sportu, a zwłaszcza piłki nożnej zmaga się z wieloma problemami. Od wielu lat sport jest wykorzystywany przez politykę, koncerny i wiele innych instytucji. Korelacje występujące między wieloma sferami doprowadziły do niebezpiecznego momentu, w którym przypomina to figurę glinianego kolosa. Za dużego, aby upaść - ale zbyt słabego, by stawiać wymagania. Dziś upadek świata piłki nożnej, poddanie wielu inicjatywom, które ze sportem nie mają nic wspólnego - przypomina groteskę. Może również (przy narastającej skali problemu) doprowadzić do zamieszek czy nawet próby do obalenia rządu.

 

Celem w piłce nożnej jest nadal, wciąż i niezmniennie - taki sam. Minąć linię bramkową i zdobyć gola. Jednak w sferze okołosportowej dzieją się rzeczy dziwne, niewytłumaczalne w sposób zerojedynkowy. Złożone problemy futbolu prowadzą mnie do jednaj konkluzji: całe szczęście, że Anglia nie wygrała EURO 2020+1. Dzięki temu na jaw wyszły skrywane przez lata problemu związane z rasizmem, ale i nie tylko. Również hipotetyczny wpływ koncernów, wpływu social media na sektory, na który wpływu mieć nie powinny: kształtowanie opinii i kreowanie sztucznych problemów, pewnie również całej masy tematów zastępczych. Życzę Anglii, a za nią reszcie Europy, aby traktowały przegrany finał jako szansę. Szanse na dostrzeżenie realnych problemów i podjęcie prób zmiany czegokolwiek - zmiany na lepsze życia wielu osób. Piłka może edukować całą rzeszę młodych fanów, więc niech zacznie to robić. Co mamy do stracenia? Gorzej być, zdaje się, nie może.
 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy