PREMIER LEAGUE
Droga West Hamu: od młotka do młota bojowego
Declan Rice/foto: Benutzer Steindy
26-04-2021 09:37 Paweł Kassyk

Droga West Hamu: od młotka do młota bojowego

Życie kibica West Hamu nie jest usłane różami, mówiąc delikatnie. Wieczne balansowanie między środkiem tabeli i strefą spadkową, przedziwne transfery (koniecznie sprawdźcie historie Savio Nsereko - gwarantuję, niezły ananas), czy ciągłe zawirowania różnej treści. Co to dużo mówić, nawet podczas śpiewania hymnu można mieć przeświadczenie o braku szczęścia ("And like my dreams they fade and die! Fortunes always hiding, I’ve looked every where”). Tym z większym zainteresowaniem i fascynacją patrzę na pościg za marzeniem, jakim jest czwarte miejsce oznaczające udział w wyśnionej Champions League. 

 

Lepsze jest wrogiem dobrego

Dobitnym potwierdzeniem tezy, że kibic West Hamu jest eksponowany na różne, odbiegające od normalności historie, jest sprawa z powtórnym zatrudnieniem obecnego menedżera - David Moyes’a.

 

Szybkie przypomnienie. Szkot został zwolniony w maju 2018, ponieważ jak stwierdził Davis Sullivan (właściciel Młotów) „styl gry prezentowany przez drużynę nie jest ekscytujący dla kibiców”. O gustach się ponoć nie rozmawia, ale trudno kłócić się z faktami. A były takie, że Moyes wyciągnął klub z marazmu i widma spadku, w którym się znajdowali ledwie pół roku wcześniej, za kadencji Slaven Bilića. Miejsce byłego szkoleniowca m.in. Manchesteru United zajął Manuel Pellegrini.

 

Włodarze londyńskiego klubu pragnęli trenera z sukcesami i poważnymi markami w CV, fachowca, który zapewni know-how, w rezultacie zaszczepi mentalność zwycięzców piłkarzom. Chilijczyk ze swoim mistrzostwem Anglii w City na koncie oraz prowadzeniem Realu Madryt wydawał się świetnie pasować do tej koncepcji.

 

Skończyło się na 18-miesięcznej przygodzie i przepaleniu ponad 200 milionów funtów na transfery. Na liście znajdują się takie niewypały jak Yarmolenko, Nasir, Wilshere, czy oddany bez żalu do Ajaxu rekord transferowy klubu Sebastian Haller. Tym sposobem dotarliśmy do momentu gdzie idealnie pasowałaby interpretacja popularnego mema „Halo, David? Wiesz, głupia sprawa…”.

 

Stary-nowy trener nie tylko się nie obraził, ale propozycję przyjął z entuzjazmem i zabrał się do roboty. 

 

Drużynę buduje się od tyłu

Trenerzy powracający z wolnego często mówią o cennym czasie wykorzystanym na dystans, analizę swoich decyzji i rozwoju swojego warsztatu. W wielu przypadkach piłkarska rzeczywistość brutalnie weryfikuje ich słowa (pozdrowienia dla Mourinho), ale w wypadku Moyes’a można założyć, że faktycznie nie próżnował. Między pierwszym a drugim podejściem do West Hamu bohater tekstu pracował jako analityk meczów Ligi Mistrzów dla UEFY. Mógł skupić się zatem wyłącznie na poszerzaniu horyzontów odnośnie kwestii taktycznych.

 

Wnioski zaowocowały przede wszystkim wzmocnieniem poczynań defensywnych, w których były widoczne ogromne rezerwy. Za pomocą dodania Thomasa Souceka jako partnera w środku pola do młodej gwiazdy zespołu Declana Rice’a i zawsze młodego Noble’a, udało się zaryglować środek pola. 

 

Ogromne znaczenie dla elastyczności taktycznej okazało się wykupienie klubowego kolegi Souceka ze Sparty, prawego obrońcę Vladimira Coufala oraz stopera Craiga Dawsona z Watfordu. Łącznie trzej panowie nie kosztowali nawet 25 mln euro! To nawet nie jest połowa kwoty, jaką Czerwone Diabły wydały na często elektrycznego Harry’ego Maguire’a.

 

Nie wolno zapominać o nieustannie solidnym w bramce Łukaszu Fabiańskim. Taka mieszanka stworzyła podstawy do tego, by dać więcej swobody graczom atakującym. Zwłaszcza takiemu jednemu, skoro już wspomnieliśmy Manchester United.

 

Potem myślisz o ofensywie i Lingardzie

Otwarcie się na nowe rozwiązania taktyczne i poluzowanie lejców w ofensywie posłużyło wszystkim zawodnikom drużyny ze wschodniej części stolicy. Liderem asyst w zespole jest lewy obrońca Cresswel z wynikiem siedmu podań zamienionych na bramki. Bardzo dobrze wyglądają napastnicy Jarrod Bowen i MIchail Antoni, którzy łącznie strzelili 15 bramek i zanotowali 10 asyst. Można by było tak wymieniać i wymieniać, ale uwagę przykuwa głównie jeden piłkarz, a dokładnie to Jesse Lingard.

 

Ten sam Lingard, który po przyjściu Bruno Fernandesa stał się nie tylko piątym kołem u wozu, a tak naprawdę to z dziesiątym. Oddany bez żalu na wypożyczenie, na dzień dobry usłyszał od nowego trenera “bądź cierpliwy”. NIe trzeba było długo czekać na eksplozję formy.

 

Reprezentant Anglii od stycznia tego roku dziewięciokrotnie znalazł drogę do bramki rywala, czyli zrealizował już połowę strzeleckiego dorobku z gry dla Manchesteru United. Wygląda tak świetnie, że w niedawnej sondzie BBC ponad 70% kibiców opowiedziała się za pierwszym składem dla niego podczas nadchodzących Mistrzostw Europy.

 

Ten zawodnik jest najbardziej wydatnym przykładem, jakie rezultaty może dać swoboda w grze i ustawienie piłkarza na ulubionej pozycji. W United bez przerwy rzucany od lewej do prawej strony boiska, tutaj ustawiany jest jako ofensywny pomocnik. Towarzyszy mu również ciągle podkreślana wiara w jego umiejętności ze strony menedżera.

 

To, co dalej będzie z karierą Jessego Lingarda w dużej mierze zależy zapewne od tego jak ostatecznie zakończy się sezon dla klubu. Choć u Żelaznych dzieje się naprawdę dobrze, to do pełni szczęścia brakuje jeszcze skutecznego finiszu. 

 

Jak nie teraz, to kiedy?

Trochę się pozachwycałem, mógłbym jeszcze wspomnieć o tym, że szkocki trener także wpłynął na znacznie lepszą atmosferę zarówno w szatni, jak i w gabinetach, gdzie wprowadził model z Evertonu za jego czasów. Czyli rodzinne relacje, gdzie każdy się zna z każdym, ale.. pora wrócić do rzeczywistości.

 

A w niej West Ham spadł z czwartego miejsca na piąte po dwóch porażkach z rzędu. O ile trudno rozpamiętywać ostatnią przegraną z po prostu mocną Chelsea Tuchela, to przegrana z Newcastle United zwyczajnie boli. Raz, że mówimy o jednej z najgorszych ekip w Premier League, dwa to koszmarne błędy całego zespołu (na czele niestety z naszym rodakiem), trzy- ten mecz może okazać się kluczowy w kontekście walki o Ligę Mistrzów.

 

W tabeli zrobiło się bardzo ciasno. Tuż za plecami czai się próbujące ratować sezon Liverpool, Tottenham oraz Everton. Fani “The Bubbles” nadziei upatrują natomiast w trudniejszym kalendarzu Chelsea, która w krajowych rozgrywkach ma na rozkładzie Fullham, City, Arsenal, Leicester i Aston Ville. Do tego dochodzi finał FA Cup oraz dwumecz z Realem Madryt.

 

Chociaż nie jest tak samo romantyczna historia jak mistrzostwo kraju dla Lisów, to i tak trudno nie kibicować West Ham United w ich walce i trzymać kciuki, żeby im się udało. Dlaczego?

 

Ponieważ stanowią kolejny przykład, że jeśli w futbolu w odpowiednim momencie zagrają poszczególne elementy, to nawet już skreśleni piłkarze, odbudowujący swoją renomę trenerzy oraz kluby borykające się różnymi problemami mogą sprawić niespodziankę. I o taką piłkę nożną nam chodzi, a nie o jakieś superligi. Przynajmniej mi. 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy