FELIETONY
Fenomen FIFY - sinusoida emocji, która wciąga
Targi "gamescom", stoisko FIFA 18, foto.: dronepicr
21-02-2021 12:13 Weronika Fląd

Fenomen FIFY – sinusoida emocji, która wciąga

FIFA od EA Sports to gra, z którą do czynienia miała nie tylko zdecydowana część kibiców piłki nożnej, ale też osób postronnych. Rozrywka podczas spotkań towarzyskich, konkurowanie z kolegami, aż w końcu międzynarodowe turnieje, Mistrzostwa Świata i streamerzy, którzy na jej transmitowaniu zbijają niemałe kwoty. Co tak przyciąga graczy z całego świata? Czy e-sport ma szanse stać się dyscypliną sportową równoważną z piłką nożną w realnym świecie? 

Tam, gdzie wszystko się zaczęło

FIFA to seria gier komputerowych od EA Sports, a konkretniej od Electronic Arts. Aktualnie gra dostępna jest na PC, PlayStation oraz Xbox. Pierwsza edycja pojawiła się w 1994 roku pod nazwą FIFA International Soccer i od tej pory każdego roku pojawiała się nowa, ulepszona (niekiedy tylko pozornie ;) wersja gry. Oczywiście kolosalnej ewolucji gry nie można zaprzeczyć. FIFA z 94’ roku była grą dwuwymiarową, w której walczyło się jedną z 48 drużyn (47 narodowych i drużyna EA Sports). W obecnej edycji, FIFA 21, gracz ma do wyboru wiele trybów, zaczynając od tzw. szybkich meczów, rozgrywanych ze znajomymi, siedząc obok siebie, poprzez możliwość podjęcia się roli menadżera i prowadzenia wybranego klubu do sukcesów, aż do obecnie najpopularniejszego trybu – Ultimate Team. 

Przykładowy skład w Ultimate Team, foto.: archiwum własne

Z czym to się je?

Ultimate Team to zdecydowany sukces EA Sports. Polega on na zbudowaniu własnej drużyny z zawodników, którzy według grającego są najlepsi i dzieli się na kilka innych „podtrybów”, m.in. granie z „botem” w Squad Battles, mecze online w Division Rivals i mecze online w Lidze Weekendowej FUT Champions. Każdy z nich charakteryzuje się ograniczoną liczbą możliwych do rozegrania spotkań, za które raz w tygodniu gracze otrzymują nagrody. Oczywiście „jakość” nagród jest proporcjonalna do bilansu uzyskanego przez użytkownika w danym trybie. Prawdopodobnie nie skłamię, jeśli powiem, że zdecydowana większość kupujących FIFĘ, kupuje ją właśnie dla Ultimate Team. W ten tryb EA Sports wkłada też najwięcej pracy, choć nie zawsze jest ona doceniana przez graczy. W Ultimate Team w zasadzie co tydzień pojawiają się nowe eventy, podczas których można trafić lub kupić ulepszone wersje kart poszczególnych piłkarzy do swojego składu. 

 

Screen z głosowania na karty Team of the Year, foto.: Jose Alegria G.

Źródło fenomenu

Mimo tych wszystkich opisów o jak bardzo rozbudowanej grze mówimy, na myśl nasuwa się pytanie. Co powoduje tak ogromne liczby, zarówno te sprzedażowe, jak i rozgrywkowe. Wróćmy do ubiegłorocznej edycji gry, FIFY 20. Jak informowało Electronic Arts, w pierwszym miesiącu od premiery, gra zgromadziła 10 mln graczy z całego świata, co swoją drogą było rekordowym osiągnięciem. W tak samym krótkim czasie zostało rozegranych 450 mln meczów, podczas których we wszystkich trybach strzelono 1,2 mld bramek. Krótko mówiąc, globalny sukces. Generowane liczby są niesamowite. Fenomenem FIFY na pewno jest fakt, że człowiek z natury lubi rywalizować. Dreszczyk emocji towarzyszący rozgrywkom online, żądza wygranej i osiągnięcia jak najlepszego bilansu, to są aspekty przemawiające do graczy. Dobry bilans meczowy to dobre nagrody, które też są swego rodzaju uzależnieniem. Dają możliwość trafienia zawodników światowej klasy, takich jak Kylian Mbappe czy Cristiano Ronaldo, którzy są tzw. gamechangerami [z ang. rewolucyjny element, zmieniający całą rozgrywkę – przyp. autora]. Tak więc otwieranie ww. nagród jest kolejnym aspektem przynoszącym emocje. Ale czy te wzloty są aż tak wartościowe, żeby nie zauważyć upadków? Bo jak zawsze, każdy medal ma dwie strony.

„Psycha sitting”

Określenie znane każdemu aktywnemu graczowi Ultimate Team lub widzowi chociaż jednego polskiego streamera FIFY. Oznacza mniej więcej to, że gra przez swoje błędy, niedociągnięcia lub zachowanie przeciwnika, doprowadza użytkownika nie do nerwów. Do furii. W Internecie bez większego problemu da się znaleźć urywki streamów, podczas których gracze rzucają padami, uderzają w komputer, monitor czy konsolę, nie wspominając o krzykach, które są obok tych zachowań raczej oczywiste. Obecna edycja FIFY miała być inna. „Renifery”, jak przez graczy z Polski nazywani są twórcy, wydały komunikat, że FIFA 21 nie będzie miała swojej wersji demo. Wszystko po to, żeby edycja była jak najbardziej dopracowana, „wyssana” z najmniejszych błędów. No niestety, z perspektywy gracza – nie udało się. Zatrważająca ilość tzw. glitchów [z ang. usterek – przyp. autora] niszczy radość z rozgrywki. Najprostsze z nich to chociażby biegające głowy i nogi bez tułowia, ale są też takie, które doprowadzają do białej gorączki. Niekontrolowane zakończenie meczu, mimo wychodzenia zawodnika „sam na sam”, czerwone kartki i dyktowane rzuty karne po potknięciu się o niewidzialnego gracza. Można wymieniać bez końca. W mojej ocenie: pozytywne emocje dzięki graniu w Ultimate Team < negatywne emocje przez granie w Ultimate Team. A ludzie wciąż wracają. 

Screen z gry FIFA 21, foto.: Origin

Z perspektywy „pro playera”

E-sport się rozwija – co do tego stwierdzenia nie ma wątpliwości. Liczne turnieje e-sportowe stają się codziennością. Nie inaczej jest w przypadku FIFY. Z lokalnego podwórka – Ekstraklasa Games, czyli 3. edycja wirtualnych zmagań polskiej ligi. Każdy klub Ekstraklasy ma swoich przedstawicieli na wirtualnym boisku, a turniej urósł do tak ogromnej rangi, że mecze transmitowane są w telewizji. Tak samo jest w przypadku Mistrzostw Świata w FIFĘ. I pomijając popularność takich turniejów, warto zwrócić uwagę na zasięgi jakie generują streamerzy. Owszem, międzynarodowe zawody to jedno, ale codzienne transmitowanie na wielu platformach, umożliwiających udostępnianie praktycznie dowolnej zawartości to drugie. Facebook czy Twitch są oblegane przez graczy i widzów FIFY. Ksywki takie jak Junajted, PLKD, Bejott czy Castro są powszechnie znane i lubiane. Są to zawodnicy biorący udział w ww. międzynarodowych rozgrywkach, ale także transmitujący swoje „codzienne” rozgrywki z perspektywy szarego, zwykłego gracza. Swoimi dobrymi wynikami, ale też humorem i miłą atmosferą panującą podczas streama, zaskarbiają sobie wielką oglądalność. Dla przykładu, ostatni z wymienionych panów podczas transmisji z 19.02.2021 roku wygenerował zasięgi 791,5 tys. wyświetleń. 

Złoty chłopak

Jest jeszcze jedno nazwisko, o którym nie sposób zapomnieć. 15-letni zawodnik sekcji esportowej RB Lipsk ustanowił światowy rekord bilansu w Lidze Weekendowej. Anders Vejrgang, bo mowa właśnie o tym Duńczyku w dniu 14.02. przegrał swój pierwszy mecz w FUT Champions od początku FIFY 21, uprzednio wygrywając 536 spotkań z rzędu. I prawdopodobnie tylko dlatego, że jest jeszcze za młody, by grać w oficjalnych turniejach w FIFĘ, nie został jeszcze Mistrzem Świata. 

 

Uważam, że popularność FIFY nie jest jeszcze popularnością równą z realną piłką nożną, ale jest to nieuniknione. Szczególnie teraz, w czasach pandemii wiele osób odkrywa swoje zamiłowanie do e-sportu. Wirtualne rozgrywki są też alternatywą dla dzieciaków czy młodzieży, którzy przez wzgląd na kontuzje i zdrowie nie mogą grać na profesjonalnym poziomie. Dlatego kwestią czasu jest, kiedy rozgrywki esportowe będą równały się popularnością z formą piłki, którą do tej pory zwykliśmy oglądać. A w kwestii nerwów, czy warto co rok wydawać ok. 300 złotych, żeby poczuć dreszczyk emocji w meczach online czy podczas otwierania paczek, kosztem zdrowia? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam każdemu graczowi w FIFĘ, któremu życzę cotygodniowego „30-0” [najlepszy bilans możliwy do uzyskania w Lidze Weekendowej – przyp. autora].

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy