FELIETONY
„Florentino Perez, o którym nigdy nie słyszałeś” pisze El Confidencial. Czy prezes Realu to hipokryta?
Misiek Koterski i Marek Kondrat w filmie "Dzień świra" Marka Koterskiego/fot. Materiały prasowe/Onet.pl
14-07-2021 19:54 Hubert Duplaga

„Florentino Perez, o którym nigdy nie słyszałeś” pisze El Confidencial. Czy prezes Realu to hipokryta?

O „taśmach Pereza” dowiedzieliśmy się właśnie z tytułowego El Confidencial. Hiszpańska gazeta zarzeka się, że codziennie będzie publikować wypowiedzi prezesa Realu sprzed lat i obnażać jego hipokryzję. A Perez? A Perez nadal będzie prezesem Królewskich, bo w ostatnich wyborach nie miał ani jednego przeciwnika. Tak się robi politykę.

 

Zawsze, kiedy mam tę nieprzyjemność pisać o prezesach klubów, muszę robić to w sposób negatywny. Ten ukradł, tamten nie potrafi. Bartomeu to złodziej, Perez bufon, Rosell - znów - złodziej, szejkowie z City i PSG chcą tylko robić kasę i niewiele obchodzi ich coś innego, niż dobry PR w gazetach, którego ciągle im mało, jak skandali Balotelli’emu.

 

A gdyby tak napisać coś pochlebnego? Gdyby tak raz, choć raz, wziąć stronę prezesa? Tego, który (fakt, nie za darmo, ale jednak) pracuje dzień po dniu, trzymając przy życiu klub, który w normalnej sytuacji rynkowej (o czym w piłce nigdy mowy nie będzie, bo zawsze jest wyjątkowa) upadłby na łeb na szyję. Ogromne długi, rozkapryszone gwiazdy, pełne przekonania, że wszystko im się należy. Tacy są piłkarze, i kiedy Perez mówi: „Piłkarze to wielcy egoiści, nie można na nich liczyć w niczym. Więcej, jeśli ktoś na nich liczy, to popełnia błąd. Wystawiają cię, to durnota. Ja mam straszne założenie o piłkarzach. Gościu, straszne. Wiesz, że widziałem różne kolektywy, ale nigdy takiego jak ten piłkarzy, człowieku” to ja podpisuję się pod tym rękami i nogami. 

 

Piłkarze to bardzo specyficzna grupa społeczna, lubimy patrzeć na nich, jak na bohaterów, ale w sporej części - to właśnie pewnego rodzaju kasta. Współpraca z ponad 20-osobowym zespołem zawodników, pełnych przekonania o swojej wyższości nad zwykłym Kowalskim, a jednocześnie łamiących się swoje małe serca na prozaicznej informacji o kontuzji przypomina emocjonalny rollercoaster, trochę nawet Dzień świra, tylko w nowym, odżwieżonym wydaniu - taki remake. Trzeba umieć im pochlebiać, wiedzieć kiedy pochwalić, umiejętnie i w odpowiednim czasie zaproponować nowy kontrakt - to nie jest bułka z masłem. To raczej wyszukana potrawa, którą trzeba długo gotować. Coś jak nasz polski bigos. I się ubrudzisz, i napocisz, i naszukasz składników, a na koniec i tak niektórzy powiedzą, że mają w d*** twój bigos, bo go zwyczajnie nie lubią. Prezesi mają tak samo - nikt ich nie lubi. Bo mają pieniądze, bo robią to czy tamto - w sumie nieważne. Nie i już. Prezesów się nie lubi, ok? Chyba się zgodzicie? Nie lubi się tych gości za biurkami, a kocha się trenerów, piłkarzy, nawet czasami postacie drugoplanowe, jak słynni wierni kibice drużyn. O, lubi się jeszcze zagranicznych trenerów, szczególnie w Polsce, bo pięknie mówią po angielsku. Ale prezesów nie - Bońka każdy najchętniej wywiózłby na taczkach, ale kiedy zapytamy, prozaicznie, dlaczego - argumentów brak. Nie lubi się prezesów i już. Być może to pozostałości po poprzednim systemie, gdzie każdy partyjniak (a inni krawatów nie nosili), był znienawidzony ot tak, powszechnie i obligatoryjnie. A piłkarzy już wtedy się kochało, zresztą słusznie, ale czasami nad wyraz.

 

Perez twierdzi, że piłkarze to ludzie, którzy mają wszystko pod względem finansowym i chcą już tylko jednego - uznania. Całkowitej chwały i glorii. Pełnej świadomości tego, że cały świat ich kocha, a innych - nienawidzi. Oczywiście nie wszyscy tacy są, ale jeśli ktoś myśli, że to całe renegocjowanie kontraktów, z 40 mln euro do 42 mln ma inny cel, niż walka o pozycję w zespole, to zwyczajnie się myli. Dlaczego, skoro tylko nowy kontrakt dostawał Ronaldo, ten Messiego zaczynał być omawiany, by Argentyńczyk mógł zarobić więcej od Cristiano? Tak to działa, oni potrzebują uwielbienia jak tlenu. I ja się Perezowi nie dziwię, że ma takie zdanie o zawodnikach. Bo ja sam mam podobne, a nie mam z nimi styczności 24 godziny na dobę. Szczerzę mu tego współczuję.

 

Wracając do kasy. Przy pieniądzach, których nie liczysz, których nigdy nie wydasz, których nawet nie jesteś w stanie objąć wzrokiem - chodzi tylko o cholerny prestiż. Z jednej strony, to dobrze. Piłkarz musi być świadomy swojej wartości, ale z drugiej, jak mówił kilka lat temu Alex Ferguson - zawodnicy to już dziś firmy, wieloosobowe przedsiębiorstwa. Dziś każdy z nich mógłby z powodzeniem zarejestrować się w polskim Urzędzie Skarbowym, jako jednoosobowa działalność gospodarcza, wziąć bezzwrotny kredyt i „na lewo” utrzymywać setkę osób odpowiedzialnych za sociale, formę sportową, dietę, PR i wszystko inne, co widzimy, ale na codzień nie zwracamy na to uwagi. Zawodnicy chodzą do psychologów, niektórzy z nich nawet do specjalistów od mowy ciała. Każde słowo, każdy gest ma znaczenie. Stali się bogami, i choć jeszcze kilkanaście lat temu było podobnie, teraz urosło to do niebotycznych rozmiarów.

 

Sergio Ramos opuszcza Real frontem, ale cała otoczka, która wokół tego odejścia powstała - mnie samego położyła na łopatki i zwyczajnie - przerosła. Jeśli nie chodziło o pieniądze, to chodziło o cholerny presitż, a o ten - przynajmniej moim skromnym zdaniem - zawodnicy muszą walczyć sami - na zielonej trawie.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy