FELIETONY
Mental, walka i remis z Anglią. Paulo Sousa zweryfikowany?
Damian Szymański z radości rozerwał koszulkę/fot. łączynaspiłka/ig
09-09-2021 08:30 Hubert Duplaga

Mental, świetne zmiany i remis z Anglią. Paulo Sousa zweryfikowany? 

Mecz z Anglią był wyjątkowy. Jednen z najlepszych, jaki widziałem w swoim życiu. Po raz kolejny Narodowy okazał się twierdzą. Od ponad 7 lat nie zostaliśmy na nim pokonani, pomimo tego, że próbowali Włosi, Niemcy, wczraj Anglicy, a wcześniej inny. Samo spotkanie było pełne walki, chęci, wymiany cios za cios - Polacy nie dali się Anglikom ani zabiegać, ani nie pozwolili wejść sobie na głowę.

 

Idealnym przykładem będzie Kamil Glik, który czuł się jak ryba w wodzie. A raczej zawodnik MMA w klatce. Mam nieodparte wrażenie, że Kamil był żołnierzem, który za swoich kumpli oddałby wszystko. Może niezbyt rozważne było łapanie Grealish’a za podbródek na oczach sędziego, jednak tego młodego Angola ktoś musiał postawić w szeregu. Nie ma znaczenia ile kosztujesz, nie masz prawa popychać moich kumpli - zdawał się mówić Glik. I mnie się to podoba. Idealny mecz dla Glika i niemal idealny mecz Glika - oby takich spotkań było więcej. Nieformalny kapitan, który mimo wieku wytrzymał tempo, wytrzymał presję, sprowokował małą scysję z Anglikami przed przerwą, ale przede wszystkim - był swoją najlepszą wersją. 

 

Sousa ma dar. Kolejne świetne zmiany

Wróćmy do tytułowych zmian (wybaczcie, ale Glika musiałem wyróżnić, bo był absolutnym szefem). W końcu został jednak zmieniony, bo doznał kontuzji. Jego kolano się przeprostowało, co miało zwiastować najgorsze. Nic bardziej mylnego. W jego miejsce pojawił się Helik, a dodatkowo na boisko zostali wprowadzeni Frankowski i Rybus, a Polacy jeszcze mocniej docisnęli pedał gazu. Gazu do dechy!

 

Jest w tym coś niezwykłego. Paulo Sousa robi zmiany tak dobrze, że nie znam podobnego szkoleniowca. Może to jest to słynne „mentality”.

 

Każda zmiana Sousy jest dobra. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę po kolejnym, już 11 meczu Portugalczyka w roli selekcjonera. Wszystkie zmiany, jakich byliśmy świadkami były dobre, żeby nie powiedzieć fantastyczne. Sousa „czuje” mecz, ma tę niezwykłą zdolność wpływu na boiskowe wydarzenia. O ile jego wyjściowy skład w kilku spotkaniach pozostawiał wiele do życzenia, o tyle zmiany niemal zawsze wprowadzały ożywienie, a nawet zapewniały trzy punkty.

 

Tak było we wrześniowych spotkaniach, tak było również podczas EURO 2020+1, gdzie brylował młody Kozłowski. Nieczęsto możemy oglądać sytuację, w której wchodzący nie tylko nie zabija tempa gry, ale je zwiększa, daje nowe opcje i możliwości. Wchodzi na mecz, jak na trening. Z pewnością siebie oraz doskonale wie, co ma robić.

 

Wśród trenerów panują różne mody, a Sousa należy do reakcjonistów. Reaguje na sytuację na boisku poprzez zmiany, być może głównie dlatego, że nie może zaufać piłkarzom, których świadomość boisko jest nadal niewielka. Trener Anglików zwlekał z wprowadzeniem rezerwowych do 90 minuty, i ostatecznie nie wykonał żadnego ruchu. Może nauczony nowym doświadczeniem z EURO postanowił już nic nie robić. Jednak, gdybym zapytał go dziś czy żałuje że nic nie zrobił, pewnie by żałował. Miał ławkę rezerwowych pełną jakości, a ostatecznie gola dla Polski zdobył zawodnik, który nawet jeszcze nie rozpoczął sezonu w lidze greckiej. Czy to nie piękne?

 

Pomimo tego, że Damian Szymański przez 30 minut biegał nie zawsze tam, gdzie trzeba, i w sumie głównie biegał, bo samej gry właściwej z jego strony oglądaliśmy niewiele - to wtedy, kiedy trzeba wyskoczył w powietrze, przestawił Shawa (nawet sprowadził do parteru) i wyrównał. Jestem przekonany, że za czasów Jerzego Brzęczak Szymański nie wyszedłby z taką energia w górę, bo najprawdopodobniej stałby w okolicach 30 metra na naszej połowie. Jednak to tylko moje domysły.

 

Akcja bramkowa akcją rezerwowych?

Nie do końca, jednak znaczącego udziału piłkarzom wprowadzonym z ławki nie można odmówić. Świderski rozciągnął grę podając do Rybusa. Ten, choć nie bez problemów, opanował piłkę i dograł do Modera, który zwodem minął Walkera. Po dograniu w pole karne piłka odbiła się od Mounta i wpadła pod nogi Linettego. Po rykoszecie dopadł do niej Lewandowski i niepilnowany dorzucił w pole karne. Szymański po prostu skoczył i zdobył bramkę. Tylko tyle i aż tyle.

 

Niemniej jednak rola rezerwowych była nieoceniona. Polacy po stracie bramki ruszyli do przodu, bo nic więcej nie mieli do stracenia. Nic więcej nie mogło się wydarzyć, ewentualnie skończyłby się 2:0 i też nikt nie miałby pretensji. Za to chwała - za przekonanie, że można, a nawet trzeba Anglików stłamsić. I dzięki dobrej mentalności (jedno z ulubionych wyrażeń Sousy?) zepchnęliśmy ich na ich połowę, atakując, podając, pokazując jakość i „mentality”.

 

Czy to był najlepszy mecz reprezentacji Polski? Podobnych już przecież oglądaliśmy kilka, jak dreszczowiec ze Szwecją, remis z Hiszpanią, spotkanie na Wembley czy nawet szalony remis z Węgrami. Ten na Narodowym jednak pozostanie na długo wyjątkowy, bo remis z wicemistrzami Europy to sukces, zwłaszcza wtedy, kiedy niektórzy już wręczają ci wilczy bilet. Sousa? Top.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy