EKSTRAKLASA
Michniewicz więźniem własnego sukcesu. Gdyby odpadł ze Slavią, dziś nadal pracowałby w Legii
Fot. Roger Gorączniak, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons
26-10-2021 13:30 Przemysław Niesterczuk

Michniewicz więźniem własnego sukcesu. Gdyby odpadł ze Slavią, dziś nadal pracowałby w Legii

Wracając na ławkę klubową po udanej przygodzie z młodzieżówką, doświadczony polski szkoleniowiec chciał czarno na białym udowodnić swój postęp. Bez wątpienia swoją misję wykonał - po pięciu latach wprowadził klub do fazy grupowej europejskich pucharów i zdobył mistrzostwo w naprawdę dobrym stylu. Ta przygoda nie ma jednak happy endu, ponieważ doszło do klasycznego w polskich warunkach pocałunku śmierci, którego frycowe musi zapłacić trener.

 

 

Wyniki ponad stan pierwszym krokiem do piekła w naszych realiach

Na linii Dariusz Mioduski - Czesław Michniewicz już na samym starcie tego sezonu dochodziło do różnego typu nieporozumień. Szkoleniowiec publicznie narzekał na stan swojej kadry przed spotkaniem inaugurującym tegoroczne rozgrywki w Europie z Bodo. To nie spodobało się właścicielowi klubu, który rozważał nawet w tamtym czasie rozstanie z ówczesnym trenerem. Ten związek nie był jednak usłany różami i to trzeba jasno powiedzieć. Warto wrócić do dwumeczu ze Slavią, który dał Legii awans do Ligi Europy. Z mojego punktu widzenia Mioduski z góry założył po losowaniu, że jego klub zagra w rozgrywkach Ligi Konferencji. 

 

Wydatnie pokazał to przykład kluczowego gracza warszawskiego klubu Josipa Juranovicia, którego właściciel klubu sprzedał po pierwszym meczu do Celticu. Dał tym transferem jasny i klarowny sygnał, że powątpiewa w awans w meczu z najlepszą drużyną z Czech. Pieniędzmi z transferu Chorwata chciał załatać dziurę w budżecie, lecz jak nie trzeba szukać daleko przykładu, dzięki któremu można pomóc swojej drużynie. Mianowicie Lech Poznań kupując Adriela Ba Loue z Viktorii Pilzno transfer dopiął w identycznym momencie, jednak czeski klub swojego gracza puścił do Kolejorza dopiero po drugim meczu fazy play off.

 

Nie są to himalaje biznesu, by w taki sposób pomóc swojej drużynie. Wystarczy trochę chęci i jak widać potencjalny kupiec z gracza nie rezygnuje. Tymczasem Czesław Michniewicz z resztą swoich zawodników sprawili prezesowi psikusa i awansowali do Ligi Europy, czego konsekwencje poniósł póki co sam trener.

 

Mioduski nie wytrzymał ciśnienia 

Brzmi to jak paradoks, prawda? Trener osiąga z drużyną sukces, wynik grubo ponad stan a płaci za to swoją posadą. Legia małymi krokami pięła się coraz to wyżej i regularnie grała lepiej. Pokonała Bodo, mistrza Norwegii, gdzie nie wszyscy wróżyli im sukces. Rozprawili się z Florą Tallin i osiągnęli tym samym cel minimum, czyli pewny awans do grupy w Lidze Konferencji. W meczach z Dinamem Zagrzeb byli drużyną gorszą, choć uwierzyli w to, że tanio skóry nie sprzedając mogą walczyć o swoje i właśnie przegrywając ten dwumecz udało im się pokonać w fazie play off Ligi Europy wspomnianą wcześniej Slavię Praga.

 

fot. screen/tt

 

Świeżo w pamięci  mamy również prestiżowe zwycięstwa w grupie - z Leicester oraz Spartakiem Moskwa. Porażka z Napoli nic nie zmienia - to wynik ponad stan już na ten moment i to trzeba mówić głośno i wyraźnie. Czesław Michniewicz dokonał wielkiej rzeczy jak na nasze warunki. Został jako trener pozytywnie zweryfikowany w Europie. Pokazał swój pomysł na grę na głębszej wodzie, niż nasza Ekstraklasa, a na tym polu osiągać sukcesy nie jest tak łatwo.

 

Rozpad tego małżeństwa przypieczętowała postawa w lidze. W dziesięciu meczach Legia przegrała aż siedem meczów. Jest to sytuacja niedopuszczalna. Wiadomym faktem jest, że łączenie gry na paru frontach jest trudne. Nie można wygrywać w każdym meczu, ale fundament w postaci szansy na odrobienie strat do czołówki musi zostać koniecznie zachowany, a z każdą kolejną porażką jest ku temu coraz ciężej.

 

Po zwolnieniu sympatycznego ,,Czesia” wychodzą różne fakty o podzieleniu szatni na grupki czy też o tak zwanej ,,grupie baletowej”. To trzeba powiedzieć otwarcie władze Legii muszą zadbać, by trener w tak dużym klubie był postacią autorytarną. Jeśli piłkarze mają decydować jest to skrajne działanie na niekorzyść klubu, a to jest absurd i do takich sytuacji za wszelką cenę nie można pozwolić.

 

Każdy idzie w swoją stronę

Patrząc na tą sprawę już po fakcie można dojść do wniosku, że rozstanie może wyjść obu stronom na dobre. Nawet jak przyznał sam Zbigniew Boniek po szkoleniowcu w ostatnim meczu z Piastem w Gliwicach nie było widać werwy, życia meczem. Było to raczej pogodzenie się ze swoim losem i bezsilność. Patrząc jednak całościowo na tą przygodę Czesław Michniewicz pokazał się z dobrej strony. Zapracował sobie na szansę w solidnym europejskim klubie. Jego Menedżerem jest Mariusz Piekarski, który sprawnie porusza się po rynku rosyjskim. Dla byłego już trenera Legii to docelowa liga, w której chciałby pracować. Michniewicz sprawnie operuję językiem rosyjskim, co może wydatnie pomóc mu w angażu na wschodzie. 

 

A Legia tak jak to ma w zwyczaju gra w te same karty. Kolejna jesień to kolejna zmiana na ławce szkoleniowej tego klubu. Póki co posadę trenera pierwszej drużyny sprawować będzie Marek Gołębiewski, dotychczas trener rezerw warszawskiego klubu. Czy to wybór docelowy? Raczej nie, choć ta szansa może być dla niego tą z cyklu najważniejszych w życiu. Wiele osób nie wróży mu powodzenia, bo jest żółtodziobem w piłce na takim poziomie. Jednak wiele czynników może zrobić z niego polskiego Hansi Flick, który trafił do Bayernu jako strażak, a odszedł do reprezentacji Niemiec jako triumfator Ligi Mistrzów z bawarską ekipą.

 

Piłka pisze niespodziewane scenariusze, a być może to właśnie to, czego klubowi stołecznemu potrzeba - stabilizacji i elementu zaskoczenia, czegoś autorskiego. Jak będzie pokażę czas, jednak niewątpliwe jest to, że najbliższe tygodnie przy Łazienkowskiej będą ciekawe.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy