LIGA EUROPY
Miłe złego początki. Lech zakończył udział w Lidze Europy na czwartym miejscu w grupie
16-12-2020 14:00 Mateusz Filipek

Miłe złego początki. Lech zakończył udział w Lidze Europy na czwartym miejscu w grupie

W czwartkowy wieczór zakończyła się przygoda Lecha Poznań, a co za tym idzie, przedstawicieli polskiej ligi, z rozgrywkami europejskich pucharów w sezonie 2020/21. Szansa na awans przepadła już tydzień wcześniej, po wysokiej porażce z Benficą (0-4), jednak wciąż poznaniacy mogli walczyć o cenne punkty do rankingu i premię finansową od UEFA. To się jednak nie udało i „Kolejorz” zakończył swój udział z dorobkiem zaledwie 3 punktów, co przy remisie Standardu z Benficą oznaczało spadek na 4. miejsce w grupie D.

Lechu dokąd tak biegniesz?

Pytanie, czy wynik Lecha należy traktować w kategorii rozczarowania i czy kibice mieli prawo oczekiwać czegoś więcej. Lech zdołał przełamać fatalną passę polskich klubów i awansował do fazy grupowej, choć i do tego celu prowadziła dość kręta ścieżka. Polski zespól grając bardzo ofensywnie pokonał łotewską Valmierę 3-0, szwedzkie Hammarby IF 3-0, Apollon Limassol 5-0 i Charleroi 2-1. W dwóch ostatnich rundach nie był rozstawiony, ale mimo to okazał się lepszy od rywali. Patrząc na postawę pozostałych przedstawicieli Ekstraklasy wyniki te należy uznać za bardzo dobre.

 

Nic dziwnego, że w tamtym momencie poznaniacy zaskarbili sobie sympatię wszystkich neutralnych kibiców oraz tych, którzy kibicują polskim przedstawicielom, bez względu na sympatie w rodzimej lidze. Ich styl gry był naprawdę miły dla oka. Losowanie, po którym Lech znalazł się w grupie z Benficą, Rangers F.C. oraz Standardem Liege przyjęto oczywiście z niedosytem, bo rywale trafili się naprawdę trudni, jednak z pewnością wielu fanów wierzyło, że uda się powalczyć o wyjście z grupy. Paradoksalnie postawa drużyny wzbudziła jeszcze większy entuzjazm po przegranym meczu pierwszej kolejki z Benficą (2-4). Lechici ponieśli wtedy porażkę, ale zaimponowali ofensywnym nastawieniem w pojedynku ze zdecydowanie wyżej notowanym rywalem. Potem przyszła dość bolesna weryfikacja w spotkaniu przeciwko Rangers na Ibrox, gdzie poznaniacy nie zdołali już oddać ani jednego celnego strzału i przegrali minimalnie, ale zasłużenie.

 

Nadzieje odżyły po wygranej 3-1 ze Standardem na własnym boisku. Drużyna Lecha pokazała w tym starciu swoje wszystkie atuty, którymi błyszczała w eliminacjach i odniosła całkiem pewne zwycięstwo. Szybko miało jednak okazać się, że był to najlepszy występ zespołu w rozgrywkach i dalej będzie już tylko trudniej. Drugi mecz ze Standardem był bardzo dziwny, ale zakończył się dla Lecha tak jak większość ważnych spotkań – przegraną po golu w ostatnich minutach. Lechici bronili się całą pierwszą połowę, ale po czerwonej kartce dla Obbiego Oulare zyskali przewagę i objęli prowadzenie, które jednak stracili już po kilkudziesięciu sekundach. Potem siły na boisku się wyrównały po czerwonej kartce dla Djordje Crnomarkovicia, a w ostatnich minutach na boisku dominowali znów rywale i to oni ostatecznie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Rezerwy w pucharze, bo reszta odpoczywa przed meczem z… 

Sympatia do Lecha po tym nieudanym występie szybko zaczęła wygasać, a powszechne zniesmaczenie wywołała decyzja trenera Dariusza Żurawia o wystawieniu mocno rezerwowego składu na mecz z Benfiką, po to, by liderzy odpoczęli przed spotkaniem z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Lech przegrał 0:4, będąc o wiele słabszym zespołem od początku do końca rywalizacji i stracił szanse na awans. Czwartkowa porażka w słabym stylu z Rangers była kolejnym policzkiem dla polskiej piłki.

 

Kolejny raz okazało się, że nadzieja związana z występem zespołu z Poznania szybko rozbłysła, ale zaraz zgasła. Sufit Lecha być może nie był położony aż tak nisko, ale gracze uderzyli w niego bardzo mocno, a co za tym idzie – boleśnie. Tradycyjnie okazało się również, że ciężko jest łączyć skutecznie rozgrywki ligowe z pucharowymi, bo nawet w okresie dobrej gry z wysoko notowanymi przeciwnikami Lech zawodził w lidze. Kiedy zmęczenie nawarstwiło się i pojawiły się kontuzje, okazało się, że kadra drużyny nie pozwala na nawiązanie równorzędnej rywalizacji na obu frontach (albo wręcz na żadnym z obu).

 

Najsmutniejsze jest jednak to, że nawet pomimo awansu poznaniaków do fazy grupowej Ligi Europy polska Ekstraklasa spadła w rankingu UEFA na 30. (!) miejsce. Inne federacje uciekają nam w coraz szybszym tempie i nawet awans jednego zespołu do fazy grupowej to zdecydowanie za mało, by odwrócić ten trend. Już dziś wiadomo, że w przyszłości polskie zespoły będą zaczynały udział w eliminacjach nowopowstałej UEFA Conference League od pierwszej rundy, razem z przedstawicielami najsłabszych lig. Miało wreszcie być fajnie, a wyszło jak zawsze. 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy