FELIETONY
Niemiecka wyciskarka do piłkarzy. Jurgen Klopp.
Jurgen Klopp
Jurgen Klopp/foto:Alexander Migl
13-02-2021 16:40 Paweł Kassyk

Niemiecka wyciskarka do piłkarzy. Jurgen Klopp.

Z pewnością znacie tę przypowieść o siedmiu latach tłustych, a następnie kolejnych siedmiu chudych. Daleko mi jeszcze do stwierdzenia, że kibice z rozśpiewanego stadionu przy Anfield Road powinni nastawić się na lata lamentów, ale lekkie obawy są już wskazane. Nie można przecież nie zauważyć, że styl, który proponuje niemiecki trener, jest nie tylko w intensywności podobny do muzyki metalowej. Jest również tak samo wymagający pod względem fizycznym i mentalnym dla piłkarzy, jak ciągłe skakanie z gitarą w ręku na scenie czy gardłowy śpiew.

 

Około pół roku temu kibice Liverpoolu byli w kompletnej ekstazie. Ich ukochany klub odzyskał mistrzostwo Anglii po 30 latach bycia bliżej lub dalej upragnionego pierwszego miejsca w tabeli. Mało tego. Piłkarze osiągnęli to już siedem kolejek przed zakończeniem sezonu, w iście spektakularnym stylu. Rok wcześniej Liverpool świętował zdobycie „uszatego pucharu”, jak sympatycznie jest nazywane trofeum za wygranie Ligi Mistrzów, po drugiej z rzędu próbie. Niestety aktualnie menedżer The Reds mierzy się z wyraźnym kryzysem formy. Od widowiskowego zwycięstwa na wyjeździe nad Crystal Palace 0:7, odbyło się 10 kolejek, w których Liverpool zdobył 9 punktów na 30 możliwych. Szczególnie bolały ostatnie straty oczek - dotkliwa porażka 1:4 z ponownie naoliwioną maszyną Guardioli oraz 1:3 z Leicester City (3 gole Lisów w końcówce spotkania!). Optymiści odpowiedzą zdaniem o jeszcze szesnastu kolejkach i możliwości włączenia się nawet do walki o mistrzostwo. Ja natomiast zaraz przypomnę, że nie bez kozery mamy do czynienia z zastanawianiem się nad dalszą przyszłością trenera Liverpoolu. A to wszystko ze względu na… historię.

A liczba jego to siedem?

Gwoli wyjaśnienia - nie jestem wyznawcą numerologii, horoskopów czy innego wróżenia. Analizując jednak karierę Jurgena Kloppa, zauważyłem pewną prawidłowość związaną z liczbą siedem w przypadku Niemca. I ta prawidłowość na pewno można zastanawiać sympatyków zespołu z miasta Beatlesów.

 

Ile lat pracował w swoim pierwszym miejscu pracy? Szkoleniowcem FSV Mainz był w latach 2001-2008, więc pracował siedem lat. Jego następne miejsce pracy, w którym zapracował na tytuł jednego z najwybitniejszych specjalistów w tej dyscyplinie? Nie zgadniecie, ale piastował stanowisko trenera Borussii Dortmund przez… dokładnie tak - siedem lat. Będąc precyzyjnym, to były to lata 2008-2015.

 

Spokojnie Drodzy Państwo, nie będę Was ani przekonywał, że jakieś fatum tej cyfry ciąży nad Kloppem, ani że sam zainteresowany układa karierę pod nią. Zejdźmy na ziemię. Raczej dostrzegam pewien powtarzający się schemat w każdym miejscu pracy bohatera artykułu, który zamykał się do tej pory akurat w siedmiu latach. Jest to związane z obraną filozofią futbolu i stylem, który wyciska wszystko, co najlepsze z piłkarzy, ale w konsekwencji ci po zdobyciu szczytów, opadają całkowicie z sił.

Deja Vu

Pewnie zastanawiacie się zatem, co ma autor w takim razie na myśli (i czy przypadkiem nie jestem miłośnikiem substancji psychoaktywnych)?

 

Spójrzmy najpierw na Mainz. Przychodzi Klopp i zawodnicy zaczynają grać bardzo dobrze, często można odnieść wrażenie występów ponad potencjał. W czwartym roku ekipa notuje wspaniały sukces - pierwszy raz w historii awansują na najwyższy szczebel rozgrywek. W trzecim roku w Bundeslidze następuje czkawka, opadnięcie z sił i spadek do drugiej Bundesligi. Trener podjął próbę natychmiastowego powrotu, ale skończyło się czwartym miejscem. Nadszedł czas na nowe wyzwania i Borussię Dortmund. I zaczęła się powtórka z rozrywki.

 

 Ekspresyjny menedżer potrzebował tym razem tylko trzech lat, by zdetronizować dotychczasowego hegemona, w postaci Bayernu. Zdobył dublet - tytuł mistrza kraju, do tego dołożył puchar Niemiec i był o krok od wygranej w Champions League. Cała Europa znała nazwiska takie jak Hummels, Gotze, Kagawa czy trzech piłkarzy nazywanych do znudzenia przez rodzimych komentatorów „polskim triem z Borussii”. To, co wyraźnie mocno zwracało uwagę, to umiejętność Kloppa do przeistaczania wyrobników rzemiosła piłkarskiego, w niezwykle istotnych zawodników. Umówmy się - Schmelzer czy Grosskreutz nigdzie indziej nie odgrywaliby aż tak ważnej roli.

 

Niestety, drugą stroną medalu związaną zatrudnieniem tego trenera jest, jak wcześnie wspomniałem, zajeżdżanie wykonawców. Charakterystyczny styl gry preferowany przez Niemca, oparty na nieustającym wysokim pressingu, ciągłym bieganiu, zaangażowaniu i maksymalnym koncentracji musi prędzej czy później odbić się na zawodnikach. Sam zainteresowany określił to mianem „piłkarskiego heavy metalu”. Takie podejście powoduje dawanie z siebie 150% możliwości w drodze do celu, a po jego zrealizowaniu następuje całkowite rozładowanie baterii. Wyciśnięcie piłkarzy do ostatniej kropli.

 

Wracając do ekipy z Signal Iduna Park - „Pszczoły” po wielkich sukcesach zaczęły notować wyraźny regres, a w ostatnim roku pracy Kloppa drżały nawet przez moment o utrzymanie. Klub dopadła epidemia kontuzji, większość filarów drużyny nieustannie się leczyła. Borussia znajdowała się w strefie spadkowej, a sam szkoleniowiec wyglądał na totalnie bezradnego. Ostatecznie udało się uratować sezon, ale wielu jego podopiecznych nigdy już później nie wróciło na prezentowany pod jego wodzą poziom. Żeby wspomnieć Gotze, Kagawę, czy Sahina.

 

Prawda, że brzmi jakoś niepokojąco znajomo? Liverpool w 2021 roku również zmaga się z niezliczoną liczbą kontuzji, a poprzedni sezon kluczowi piłkarze rozegrali niespotykaną dla siebie wcześniej liczbę minut. Zawodnicy wyraźnie obniżyli loty - napędzający dotąd akcje Alexander-Arnold i Robertson notują bardzo mało asyst, ofensywny trójząb nie straszy już obrony przeciwników, a Alisson Becker popełnia dziwne błędy. I to wszystko zaraz po wielkich sukcesach, w szóstym roku pracy. Przypadek?

Oszukać Przeznaczenie

Jest czynnik, który silnie usprawiedliwia wszystkich trenerów w tym sezonie. W wielu przypadkach główne karty rozdaje COVID-19, wpływając silnie na natężenie meczów. Nie pomógł też zarząd Premier League, uparcie trzymając się trzech zmian, w sumie nie wiedzieć czemu. Jednak z drugiej strony menedżer Liverpoolu zapomniał o wystarczającym zabezpieczeniu linii defensywnej przed sezonem. Na starcie rozgrywek dysponował trzema stoperami, w tym dość szklanymi Matipem i Gomezem

 

Mimo wszystko Jurgen Klopp jest wybitnym trener, bez dwóch zdań. Zasługuje na kredyt zaufania, zwłaszcza po tym czego dokonał w czerwonej części Merseyside. Jeśli natomiast przypadkiem również zauważył dziwną przypadłość siedmiu lat pracy i jest świadom cyklu życia, jaki przechodzą jego zespoły (a chciałby nie dopuścić do powtórki i pozostać w obecnym miejscu na dłużej niż siedem lat) to powinien mocno zwrócić uwagę na wpuszczenie świeżej krwi do swojej ekipy oraz zastanowić się jak odbudować swoich podopiecznych. Ja chętnie dalej będę podziwiał jego geniusz taktyczny na Anfield. Zniosę nawet Wasze komentarze o tym, jak dopatrzyłem się jakiejś dziwnej numerycznej prawidłowości.
 

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy