FELIETONY
Rafael Benítez, czyli jak z trenera stać się strażakiem
fot. juvepoland.com
10-09-2021 09:08 Kondrat Kułakowski

Rafael Benítez, czyli jak z trenera stać się strażakiem

Przerwa reprezentacyjna wreszcie dobiegła końca, zatem najwyższa pora wrócić do krajowych rozgrywek. Polacy w Warszawie postawili się Anglikom remisując 1:1, co jest na pewno sporym sukcesem naszej kadry. Nie dla wszystkich zawodników było to udane zgrupowanie, o czym przekonała się czwórka reprezentantów Argentyny. Czteroosobowa drużyna w składzie: Lo Celso, Buendia, Martinez i Romero wbrew ustalonym wcześniej zakazom zdecydowała się polecieć na zgrupowanie swojego kraju. Wywiązała się z tego nie mała „szopka”, której rozgłosu dodały brazylijskie służby sanitarne, przerywając mecz w celu aresztowaniu powyższych gagatków.

 

Nie będziemy wałkować tego tematu, jednak mamy dla was quiz. Hipotetycznie, gdybyście podróżowali z Wielkiej Brytanii do Ameryki Południowej i na lotnisku w jednym z latynoskich krajów mieli zaznaczyć czy w ostatnich kilku dniach przebywaliście na terytorium Anglii, będąc przy tym zawodnikiem z Premier League, co byście zaznaczyli? Tak czy nie? Jednak dziś nie to będzie naszym tematem. Dziś pochylimy się nad nowy-starym trenerem w angielskiej ekstraklasie i jego nową drużyną.

 

Ciao Carlo…

Ogromnym ciosem dla kibiców z niebiesko-białej części Liverpoolu była informacja o odejściu Carlo Ancelottiego. Włoch na Goodison Park miał być trenerem, który wprowadzi klub na zupełnie inny poziom. Do tego perspektywa nowoczesnego stadionu, miała zwiastować, że Everton stanie się kolejną drużyną, która zaatakuje Top 6 i na stałe wedrze się do ligowej elity.

 

Z drugiej strony, gdyby tak się wydarzyło, to biorąc pod uwagę jeszcze Leicester, nazwę trzeba by zmienić na Top Eight. Chyba, że wykluczymy z tego grona Arsenal…, ale to historia na inny artykuł. Wracając do tematu, odejście Carletto na pewno zachwiało optymizm co do dalekosiężnych planów w sercach sympatyków Evertonu. Włoch we wszystkich rozgrywkach poprowadził The Toffees w 67 spotkaniach, osiągając średnią 1,6 punktów na mecz. Przez półtora sezonu pracy na chwałę niebieskiej części Liverpoolu zajmował w ligowej tabeli kolejno 12. oraz 10. miejsce, nie kwalifikując się tym samym do europejskich pucharów.

 

Te statystyki poniekąd pokazują, że ambitne plany właścicieli Evertonu nie do końca wypaliły, a sam Ancelotti odejściem do Realu Madryt dał jasno do zrozumienia, że nie widział swojej przyszłości na Goodison Park. Zatem Włoch odchodzi, zostawiając klub praktycznie w tym samy miejscu, w którym go objął i na dodatek z gwiazdami, które nie do końca potrafią stworzyć kolektyw.

 

Carlo Ancelotti/foto:belfasttelegraph.co.uk

 

130 lat historii do kosza

„Zbawcą” Goodison Park mianowany został dobrze znany angielskiej piłce Hiszpan, a mowa to u o Rafie Benítezie. Były trener takich klubów jak Valencia, Inter Mediolan, Chelsea, SSC Napoli, Real Madryt czy Newcatle United oraz zdobywca Ligi Mistrzów, dwukrotny mistrz Hiszpanii, Super Puchar Włoch czy triumfator Ligi Europy, mający na koncie mnóstwo innych sukcesów podczas kariery trenerskiej, wydawałby się idealny dla klubu z hrabstwa Merseyside, gdyby nie jeden istotny szczegół.

 

Jak w każdej wielkiej angielskiej aglomeracji mamy do czynienia z derbami. W Manchesterze jest to pojedynek United z City, w Londynie np. Chelsea z Arsenalem, tak i w Liverpoolu mamy do czynienia z derbami Merseyside pomiędzy The Reds a The Toffees, gdzie na obydwu obiektach przedzielonych parkiem niejednokrotnie atmosfera była naprawdę gorąca. Właśnie to pozostaje kością niezgody, a popularny Rafa jako pierwszy trener od blisko 130 lat, (a drugi w historii) stał się szkoleniwocem zarówno klubu z Anfield, jak i z Goodison Park.

 

Sympatycy Evertonu nie przyjęli tego z uśmiechem na ustach, a byli nawet tacy, którzy na ogrodzeniu posiadłości Beniteza zawiesili transparent z groźbą skierowaną w stronę Hiszpana. Z racji na relację łączące oba kluby oraz specyfikę angielskich kibiców specjalnie nie dziwi nas taka reakcja.

 

Związek idealny?

Patrząc z innej perspektywy, wydaje się, że zarówno klub jak i trener są poniekąd na siebie skazani. Benitez po rozstaniu z Newcastle nie ukrywał, że w przyszłości chciałby wrócić do Anglii, gdyż ma tam jeszcze coś do udowodnienia. Doskonale wiemy, że na St. James’ Park nie miał on łatwego życia z właścicielem klubu. Pomimo powrotu ze Srokami do Premier League, nie otrzymał obiecanych wzmocnień, a nadal, z przeciętnym składem, potrafił kończyć sezon na 10 i 13 miejscu.

 

Evertonowi marzy się natomiast gra w europejskich pucharach oraz awans sportowy. Zatem wydaje się, że obie strony powinny być usatysfakcjonowane takim obrotem spraw. Benitez na Goodison zamiast rewolucji zaczął od kosmetyki, chcąc lepiej przyjrzeć się swoim graczom. Mając naprawdę dobrych zawodników, skupił się na uzupełnieniu składu na poszczególnych pozycjach. Na nowe wzmocnienia wydał zawrotną kwotę dwóch milionów funtów, co w realiach angielskiej piłki jest kroplą w morzu. Do klubu przybyli: Demarai Grey (2 mln £), Andros Townsend, Asmir Begovic czy stary znajomy Beniteza, Salomon Rondon.

 

Większość z nich przyszło jako wolni agenci. Po tych nazwiskach widać, że w klubie pojawili się doświadczeni piłkarze, którzy znają realia Premier League i z miejsca podniosą rywalizację w drużynie. Najlepszym przykładem jest Grey, który w trzech pierwszych meczach zdobył 2 bramki, a jego transfer z Bayeru Leverkusen z początku nie był odbierany z zachwytem.

 

Bolączką dla Beniteza może by formacja defensywna, która w skrócie nie jest najmocniejszą stroną Evertonu. Zarówno Mason Holgate, Yerry Mina czy Michael Keane to nie są zawodnicy, na których można opierać swoją grę w obronie. Jest jeszcze aktualnie kontuzjowany Ben Godfrey, który wydaje się najpewniejszym ze środkowych obrońców, jednak młodemu Anglikowi przydałby się doświadczony kompan do gry, przy którym wskoczyłby na jeszcze wyższy poziom.

 

Problemem w szatni może okazać się James Rodriguez. W głowie się nie mieści, że piszemy o takim zawodniku w kontekście problemu, a jednak. Kolumbijczyk był życzeniem Ancelottiego i tylko dla niego zdecydował się na transfer do Anglii. Włoch odszedł, a Kolumbijczyk został z wysokim kontraktem, wysokim ego i z niepewnym miejscem w wyjściowej jedenastce, co może powodować mało przyjemne sytuacje w szatni. To też zapewne zdefiniuje Beniteza jako trenera, który w swojej karierze mierzył się już z różnymi „gwiazdami”.

 

Rafael Benitez w Evertonie/foto:footballreporting.com

 

Jak gasić pożary? Odpowie Rafa Benitez

Po opuszczeniu Liverpoolu, w którym Hiszpan święcił swoje triumfy, jako jeden z najlepszych trenerów na świecie, stał się trenerem, który przychodził do klubów, w których szatnie nie były w najlepszej kondycji. Taka sytuacja miała miejsce w Interze , kiedy przejmował drużynę po Jose Mourinho, podobnie również w Chelsea oraz Realu Madryt, gdzie Benitez miał być przejściowym szkoleniowcem.

 

Funkcję strażaka pełnił również w Newcastle. Wtedy, w jednym sezonie był trenerem, odpowiedzialnym za wyniki jednej z najlepszych drużyna na świecie, a za kilka miesięcy w innym klubie spadał z Premier League do Championship, żeby po sezonie znów wrócić do angielskiej elity. Dziś znów wraca jako trener, którego głównym celem będzie poukładanie drużyny, aby ta grała na miarę swoich możliwości. Everton pod wodzą Beniteza w trzech pierwszych meczach nie zaznał smaku porażki, dwukrotnie wygrywając i raz remisując. Wyniki są zdecydowanie lepsze niż styl, nad którym zapewne Hiszpan będzie jeszcze musiał popracować.

 

Jeżeli z drużyną Newcastle Rafa potrafił znależć się w środku tabeli, notując średnią 1,48 punktów na mecz, mając przy tym wszystkim dość ograniczone pole manewru, to na podstawie tych wyników można sądzić, że z Evertonem pójdzie mu zdecydowanie lepiej.

 

Poparcie trybun nie będzie jego dodatkowym atutem, a pierwsze derby Merseyside zapewne nie będą „friendly”. My jednak z ciekawością będziemy obserwować projekt Everton-Benitez, żeby na koniec sezonu ocenić owoce tej współpracy.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy