LA LIGA
Real i Zidane - kamera stop po raz trzeci
Foto: Hadi Abyar
02-06-2021 10:40 Przemysław Niesterczuk

Real i Zidane - kamera stop po raz trzeci

Związek Zinedine'a Zidane'a z Realem Madryt, mimo paru kryzysów, w dalszym ciągu jest zdecydowanie słodki, niż gorzki. Francuz algierskiego pochodzenia był kochany w białej części Madrytu zarówno jako zawodnik, jak i szkoleniowiec. Był częścią drużyny ówczesnych ,,Galacticos", wszyscy dobrze pamiętamy jego cudowną bramkę po strzale z woleja z Bayerem Leverkusen w finale Ligi Mistrzów oraz triumfy Królewskich w tych rozgrywkach ze swoim byłym świetnym zawodnikiem przy linii bocznej. Pewien etap historii dobiegł końca, warto więc przejść do podsumowania drugiej kadencji Zizou w klubie.

Powrót króla 

Po zdobyciu z klubem trzeciej Ligi Mistrzów z rzędu Zidane zdecydował się zrezygnować z roli trenera Realu. Wolał odejść w chwale, zostawiając po sobie tylko i wyłącznie dobre emocje oraz piękne wspomnienia. Bez wątpienia wiedział co się szykuje, bo jak dobrze pamiętamy w tym samym momencie klub opuścił Cristiano Ronaldo. Wolał pozostawić zadanie przebudowy drużyny komuś innemu. Trafiło na Julena Lopetegui'ego który totalnie sobie z tym nie poradził. Kibice nie poznawali swoich ulubieńców. Dość szybko zwolniono trenera, który dla pracy w Madrycie zrezygnował z prowadzenia reprezentacji Hiszpanii na Mistrzostwach Świata w Rosji. Postawiono na strażaka w osobie Santiago Solariego, również byłego gracza Królewskich. Za jego rządów drużyna powoli wracała na lepsze tory, jednak to nie było w dalszym ciągu to, do czego są przyzwyczajeni fani Galacticos. Po niespełna dziesięciomiesięcznej przerwie Zizou ponownie został szkoleniowcem Realu. Wiadomość ta została przyjęta wśród kibiców i piłkarzy z ogromnym entuzjazmem. Zdobywca dziewięciu trofeów podczas swoich pierwszych rządów obiecał dokonać wszystkiego co w jego mocy, by klub powrócił na należne mu miejsce. 

Druga kadencja 

Z pewnością nie było tak zwanego efektu nowej miotły, często widocznego po rozszadach trenerskich w Ekstraklasie. Nie wydarzył się cud, zawodnicy nie wrócili do najwyższej formy. Jednak z biegiem czasu można było zauważyć stabilizację i progres. Do końca sezonu jednak dużo nie zostało, więc jedyne co udało się ugrać to trzecie miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu. Wydaje się, że to maksimum co mógł wycisnąć. Ale to było wkomponowane, wszyscy dobrze wiedzieli, iż ten sezon trzeba było spisać na straty, bo w takim klubie jak Real Madryt liczy się tylko i wyłącznie mistrzostwo. Kolejny sezon miał być powrotem do ,,normalności", czyli do zdobywania trofeów. W Lidze Mistrzów zespół odniósł spory zawód po przegranej już w 1/8 finału z Manchesterem City. W Pucharze Króla za burtę wyrzucił ich późniejszy triumfator Real Sociedad. W gablocie z pucharami pojawiło się za to nowe trofeum - Superpuchar Hiszpanii, wywalczony po wyrównanym meczu z Atletico. Styl gry drużyny jednak w dalszym ciągu nie przekonywał. Ostateczną weryfikacją miał być właśnie świeżo skończony sezon. Liga? Paradoksalnie do ostatnich chwil zespół był bliski końcowego triumfu, jednak nie wykorzystał wielu szans by przeskoczyć Atleti, a lokalni rywale często takie szanse stwarzali. Puchar Króla? Przeklęte rozgrywki Zizou. Jedyny puchar jakiego nie ma w swoim dorobku z drużyną Królewskich. Odpadnięcie z trzecioligową drużyną to największa kompromitacja klubu w tym sezonie. Liga Mistrzów? Mimo jazdy na oparach zespół dotarł aż do półfinału, co, patrząc na cały sezon, nie było aż tak proste. Porażka z Chelsea boli, szczególnie że The Blues to żaden hegemon, mimo końcowego triumfu w rozgrywkach. Superpuchar? Nawet tutaj Real przegrał z Bilbao i nie dotarł do finału. Podsumowując, pojawia się pytanie, co lepsze: wygrać Puchar Króla czy dotrzeć do półfinału Ligi Mistrzów i zdobyć wicemistrzostwo kraju? To drugie przekonuje mnie zdecydowanie bardziej. Jeśli chodzi o wyniki, Zidane ponownie wycisnął maksa. 

Ewolucja trenerska

Francuz bez wątpienia kończy drugą przygodę z klubem jako lepszy trener. Stał się bardziej elastyczny taktycznie i mocniej zaskakiwał przeciwników. Dobierał strategie do poszczególnych spotkań. Efekty tego było szczególnie widać w meczach tak zwanego: być albo nie być. Zizou wielokrotnie  umiał zmotywować drużynę na wielkie mecze. Zwycięstwa z Barceloną stały się dla kibiców normą, derby z Atleti też udało się wygrać. Liverpool odprawiony został w sposób dość efektowny, podobnie jak i Atalanta. Wielokrotnie można było wyczytać w mediach, iż posada Francuza wisi na włosku. Zawsze jednak po zwycięstwach z drużynami z ,,topu", kryzys automatycznie kończył się i klub przeżywał serie lepszych wyników. To naprawdę ciekawe ile razy kibice i dziennikarze wieszczyli Zidane'owi zwolnienie, a po jednym magicznym meczu ich podejście zmieniało się o 180 stopni. Dlaczego mimo wszystko mówimy o zwolnieniu szkoleniowca? Przeważyła mizerna postawa w meczach z rywalami preferującymi pragmatyczny futbol. Mecze z Cadiz czy Elche to największe koszmary tej drużyny. Relatywnie gubili punkty właśnie w takich starciach. Kolejną sprawą jest przywiązanie do nazwisk i dość wąska kadra. Od gry Marcelo aż bolały oczy (po czasie widać, że Solari miał rację odstawiając go i Isco od składu). Jednak panowie regularnie dostawali gdzieś swoje szanse: czy to z ławki, czy poprzez absencję poszczególnych graczy. W tym sezonie Varane był cieniem samego siebie, mimo to, ciągle gdy był zdrowy - grał. Finalnie zabrakło drużynie jakości z przodu. Poza Benzemą, wśród zawodników ofensywnych, liczby nie przekonują. Asensio miał tylko nieliczne przebłyski, Viniciusowi ciągle brakuje liczb, a czasem swoją grą irytował, podobnie jak i Rodrygo. Ciągłe branie pod parasol ochronny Hazarda również nie pomogło drużynie w pokonywaniu swoich mankamentów. Piłkarze szli za swoim trenerem w ogień, zawsze mógł na nich liczyć w dobrych i złych chwilach. Przeważyły jednak te gorsze, gdy zawodnikom  zabrakło po prostu świeżości i indywidualnych zrywów formy. 

Wzruszające pożegnanie 

Prawdopodobnie najlepszy trener w historii klubu w liście otwartym do kibiców wytłumaczył powody swojego odejścia z klubu. Wspomina tam o tym, że nie dostał od władz Realu odpowiedniego wsparcia. Jest rozgoryczony tym, że dostatecznie nie zwrócono uwagi na to, jak wyglądały relacje międzyludzkie pomiędzy nim a piłkarzami czy innymi osobami pracującymi w klubie. Stawianie ultimatum w postaci zwycięstwa w kolejnym meczu nie podobało się legendzie drużyny. Deklarował, że dawał z siebie wszystko, co mógł, by Real osiągał jak najlepsze wyniki. Zidane zwrócił się również do dziennikarzy, apelując o rozmowy głównie o piłce, a niekoniecznie o sprawach pozaboiskowych. Moim zdaniem, jest to absolutnie trafne spostrzeżenia trenera. Jako fan Królewskich, uważam Zidane'a za symbol klubu. Był cudownym zawodnikiem pasującym idealnie do tak wielkiej drużyny, a gdy patrzyło się na nieg, jako szkoleniowca - nie dało się nie uśmiechnąć. Każde trofeum podnoszone przez niego dawało coraz to większą radość. Teraz pozostaje życzyć trenerowi sukcesów, a jeśli los będzie tak chciał, powrotu do Madrytu. Czegokolwiek by nie powiedzieć, jesteśmy świadkami pożegnania z legendą nie tylko tego klubu, ale i całej piłki nożnej. Miejmy jednak nadzieję, że nie na długo.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy