FELIETONY
Social Media mieczem obosiecznym ludzi piłki
Klawiatura ze znakami Social Media/fot: Today Testing (For derivative)
17-01-2021 13:00 Paweł Kassyk

Social Media mieczem obosiecznym ludzi piłki

Kiedyś ktoś mądry powiedział (a przynajmniej tak mi się zdaje), że to człowiek nadaje znaczenie rzeczom. Zacznijmy grubo i weźmy na tapetę nóż. To, czy ten dość pospolity przedmiot będzie rozpatrywany jako narzędzie zbrodni, czy jako nieodzowny pomocnik w kuchni, zależy od tego kto go dzierży i w jakim celu. Co więcej, czasami korzystając z niego, możemy niechcący się skaleczyć. Wypisz wymaluj dokładnie tak samo jest z internetem. Media społecznościowe są niezwykle przydatne w budowaniu nazwiska, ale przy nieostrożnym użytkowaniu, mogą wyrządzić mnóstwo krzywdy. Ostatnio obserwujemy zbiorową amnezję o tym zjawisku w środowisku piłkarskim.

Ciekawe przypadki piłkarzy Premier League

Angielska pierwsza liga rozgrywkowa pod wieloma względami jest określana przymiotnikami „naj”: najefektowniejsza, najintensywniejsza, czy najbogatsza. W ślad za tym idzie również ogromna popularność zawodników w niej występujących. A piłkarze, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, dbają o swój wizerunek, zwłaszcza w mediach społecznościowych. 

 

Jedni zostają ich bohaterami przez swoje godne pochwały czyny jak Marcus Rashord, który otrzymał tytuł kawalera Orderu Imperium Brytyjskiego za wybitne działania na rzecz angielskich rodzin w czasie pandemii. Dla odmiany jego klubowy kolega Jesse Lingard błyszczy na Snapchacie swoimi pełnymi przekleństw przechwałkami o upojnych nocach i przy okazji nagrywa kolegę imitującego stosunek na łóżku. Średnio udane wykorzystanie „internetów”, prawda?

 

źródło: dailystar.co.uk

 

Jakby tego było mało, najlepszym podsumowaniem całej afery jest fakt, że reprezentant Anglii chciał zapisać film na telefonie, ale... niechcący umieścił go w sieci. Tym, co jeszcze odróżnia Rashforda i Lingarda jest ich forma na boisku. Znacznie łatwiej byłoby przejść do porządku dziennego nad całą sytuacją, gdyby ten drugi, chociaż w połowie prezentował się w meczach tak, jak odznaczony kolega. Kibice są szczególnie wyczuleni na wszelkiego rodzaju skandale obyczajowe, gdy zawodnik prezentuje marną formę. W odwrotnym przypadku ktoś w końcu rzuca hasło (którego strasznie nie lubię, notabene) „przynajmniej dobrze gra”.

 

Natomiast inny piłkarz Manchesteru United, Edinson Cavani, przekonał się, że dobra gra to czasem za mało by uchronić się przed konsekwencjami czynów w internecie. Nawet tych, niemających znamiona haniebnych w swojej kulturze. Napastnik stał się ważną częścią zespołu Ole Gunnara Solskjeara, ale podpadł władzom Premier Leauge swoim wpisie na Instagramie, gdzie pozdrowił czule swojego przyjaciela używając słów „gracias negrito”. 

 

Zanim wybuchnie fala oburzenia, spieszę z wyjaśnieniami, że sformułowanie „negrito” nie ma wydźwięku pejoratywnego w krajach Ameryki Południowej. Coś na zasadzie naszego swojskiego „dzięki, mordeczko”. Niemniej w dobie często przesadzonej ultrapoprawności politycznej, chorobliwego doszukiwania się rasizmu w każdym możliwym słowie i geście, urugwajski snajper został ostatecznie ukarany. Zdaniem wielu, w tym i moim, zupełnie niesłusznie, ale najważniejszy jest wniosek z tego płynący: trzeba być super ostrożnym i rozważnym w kwestii publikowanych treści w internecie. Zwłaszcza jak jesteś znanym piłkarzem.

Kanał Sportowy i „afera tajska”.

Polacy nie gorsi i swoje skandale mają. Nasze rodzime podwórko pokazało, że nie tylko piłkarze muszą mieć się na baczności. Jednym z największych wydarzeń jednocześnie dziennikarstwa sportowego, jak i społeczności Youtube, było założenie „Kanału Sportowego”. Powstał z inicjatywy śmietanki polskich dziennikarzy sportowych - Krzysztofa Stanowskiego, Michała Pola, Tomasza Smokowskiego oraz Mateusza Borka. Rok 2020 w ogóle stał pod znakiem ataku telewizyjnych dziennikarzy na tę platformę, kolejne kanały o tematyce sportowej wyrastały jak grzyby po deszczu. Panowie zorientowali się, że tradycyjne media nie dają tak szerokich możliwości pojawiania się w wielu programach, a do tego internet odznacza się znacznie większą swobodą w publikowaniu treści.

 

Jednakże popularność, próba wypowiadania się na bieżąco na każdy temat i „bycie” w internecie skraca znacznie dystans między osobą znaną a widzami. Dotkliwie doznał tego Mateusz Borek podczas pamiętnego odcinka programu „Hejt Park”, którego gościem był niekwestionowany „król memów” - Mariusz Najman. To wtedy narodziła się słynna internetowa przepychanka między Stanowskim a Najmanem mająca swoją kontynuację aż do dzisiaj. Ale ja teraz nie o tym. 

 

W trakcie tej transmisji zostały wypomniane zdjęcia, które omyłkowo były komentator Polsatu zamieścił w formie zrzutu ekranu na Twitterze kilka dobrych lat temu. A Internet ma to do siebie, że tu nic nie ginie. Wspomniane fotografie przedstawiały prywatny czas dziennikarza spędzony w Tajlandii na dość osobliwych aktywnościach. Z tego powstała tzw. afera tajska, a sam zainteresowany empirycznie doświadczył skróconego dystansu i złośliwości ze strony internetowej publiki.

Źródło: twitter.com

 

Projekt okazał się sukcesem i od momentu startu mocno się rozwinął - nie tylko wciąż wypuszcza nowe formaty, ale także pojawili się nowi współpracownicy. I jeden nich ponownie stanął w świetle reflektorów sieci.

Kotleszka Gate

Adam Kotleszka to dziennikarz sportowy młodszego pokolenia, który w ostatnim czasie zyskał znacząco na rozpoznawalności. Jest uznawany za eksperta od MLS oraz specjalistę od lig niszowych. W Weszło odpowiadał również za audycje poświęcone Bundeslidze czy sportom siłowym. 

 

Od pewnego czasu jego flagowy program „Magazyn Lig Egzotycznych” dołączył do ramówki Kanału Sportowego, a sam Adam został stałym ekspertem pozostałych formatów. Widzowie telewizyjni mogą go również kojarzyć z anten Eurosportu, Sportklubu czy TVP Sport gdzie komentuje mecze. Mówiąc krótko - facet był na fali wznoszącej. 

 

Był do momentu, gdy prowadzący kanał „Foot Truck” w osobie Łukasza Wiśniowskiego oraz Kuby Polkowskiego opowiedzieli o pewnym dziennikarzu, który pisze pochwalne komentarze z tzw. fejkowych kont na swój temat. Posuwał się nawet do oceniania pracy swoich redakcyjnych kolegów oraz sugestii o zatrudnianiu go do wszelkich programów. Choć nigdy nie padło nazwiska rzeczonego dziennikarza, internetowi sympatycy treści sportowych w kilka godzin przeprowadzili śledztwo i wydali wyrok na Kotleszce. 

 

Sprawa urosła do miana „Kotleszka Gate”. W dyskusję zaangażowały się takie osoby jak Marek Szkolnikowski (prezes TVP Sport nazwał Łukasza Wiśniowskiego debilem na łamach Twittera) czy szef Weszło - Krzysztof Stanowski. 

 

Źródło: Twitter

Choć przyznaję, że ukazane komentarze i konta wyglądają co najmniej dziwnie, a na korzyść również nie działa łatwy do sprawdzenia fakt kupienia followersów pochodzących z dalekich krajów Afryki i Azji, to jestem daleki i przeciwny takiemu otwartemu ostracyzmowi, jaki wylał się na dziennikarza. 

 

Zwłaszcza że nie przedstawiono jednoznacznych dowodów. Każdy może mieć swoje zdanie na ten temat, ale masowy lincz bez oficjalnego wyroku kojarzy mi się trochę ze średniowieczem.

Zatem być w Social Media, czy nie być? Oto jest pytanie.

Nadszedł czas na legendarne „wyciągniemy wnioski”. Jaka zatem płynie nauka z powyższych mniejszych lub większych wpadek? Nie omieszkam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami. Po pierwsze: trzeba być świadomym, że jeśli chcecie zostać kimś sławnym, to mamy takie czasy, a nie inne i posiadanie social media jest obowiązkiem. Czy nam się to podoba, czy nie. 

 

Jednocześnie, po drugie, media społecznościowe mogą okazać się mieczem obosiecznym, przytoczonym w tytule. Niesamowicie pomagają w pokonywaniu szczebli kariery znacznie szybciej, niż to działo się jeszcze przed ich epoką. 

 

Przy okazji powinniśmy uczyć się na błędach innych. I to prowadzi nas do punktu trzeciego - wszystko jest dla ludzi, ale najważniejsze jest znalezienie złotego środka w korzystaniu z social media i używanie głowy, zanim coś opublikujemy. 

 

A jeśli zdarzy się wpadka? Cóż, nie myli się tylko ten, co nic nie robi.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy