FELIETONY
Z punktu widzenia Gentlemena - Superliga, czyli dlaczego to nie mogło się udać?
Foto: Hubert Duplaga
21-04-2021 10:00 Arkadiusz Bojara

Z punktu widzenia Gentlemena - Superliga, czyli dlaczego to nie mogło się udać?

Wiele można powiedzieć o tym nowym tworze, który przyszedł jak największy huragan. Nie przypominam sobie większego trzęsienia ziemi w historii piłki nożnej. Jednak z dużej chmury mały deszcz. 

Jak to się stało?

Chciałbym porównać to do wypowiedzenia wojny przy drinku w niedziele wieczorem, kiedy to po odpowiednim upojeniu wpadacie na genialny pomysł, wdrażacie go w życie, a rano przychodzi kac i okazuje się, że jednak ten pomysł nie był taki genialny. Cytując klasyka: Florentino Perez przy drinku powiedział “Panowie mam plan”, odezwał się Joel Glazer z pytaniem “Jaki?”, na to usłyszał “Kurw*, sprytny”. 

 

Po tym prezes Realu Madryt bez żadnego zająknięcia wymienia błędy UEFY twierdząc, jacy to oni są pokrzywdzeni i chcą dla wszystkich lepiej niż europejski system. Wygląda to tak, że największe kluby zamykają się w klatce, grają ligę, z której nie mogą spaść, a jedyne co ma być z tego, to zyski. Gdybym codziennie jadł to samo danie, które jest najbardziej smaczne, to po pewnym czasie nie mógłbym już na to patrzeć.

Pieniądze to nie wszystko

Może i pomysł ma sens, bo kto chce się dzielić pieniędzmi, które zarabia na klubach UEFA. To tak jakby najbardziej ekskluzywna dziwka, w końcu wkurzyła się na alfonsa, zebrała się z koleżankami i założyła własny burdel, tworząc konkurencje. Rozumiem poniekąd kluby, bo jednak dostają zaledwie ułamek tego, jakie zyski potrafią generować. 

 

Jednak są w tym wszystkim bardzo samolubne i egoistyczne. Nie widzieli w tym nic więcej niż czubek własnego portfe… znaczy nosa. Jeśli chodzi o wojnę, to jako głowy klubów nikogo nie zapytali o zdanie. Ani swoich żołnierzy, czyli trenerów i piłkarzy, ani swoich cywili, czyli kibiców. Zero szacunku, zero wartości. 

Zależności i należności

Uważam jednak, że to miało prawo się udać i ten pomysł mógł być rewolucyjny wobec obecnych standardów, gdyby nie wywracał on wszystkiego do góry nogami. Pokazali słabość UEFY, która jest w dużym stopniu uzależniona od największych klubów. Zresztą sama nie jest święta, jeśli chodzi o szukanie dodatkowych pieniędzy wszędzie, gdzie się da. 

 

Granie takiej liczby spotkań w ciągu roku przyprawia o dreszcze, a na koniec liczy się tylko wygenerowany zysk. Gdyby Ci panowie usiedli wspólnie do stołu i ustalili pewne tematy, to może by się to udało, ale pominęli wszystkich, dosłownie wszystkich i już wiadomo, że ten pomysł spalił na panewce w zaledwie 2 dni. 

Czy to już koniec?

W te 2 dni zrozumieli, że bez kibiców, którzy bardzo dobitnie wykazują swoje niezadowolenie, nic nie zdziałają. Tak samo bez trenerów czy piłkarzy. Każdy jak jeden mąż wykazał wsparcie dla UEFY. 

 

Pandemia zmusiła właścicieli do tego, by zagrać na ostrzu noża, bo zyski się nie zgadzały. Tylko chodzi tu głównie o zarządzanie klubem i jego zasobami. Nikt nie kazał przepłacać za piłkarzy. Ta bańka rosła, aż w końcu pękła i teraz okaże się, kto jest mądrym właścicielem, a kto tylko liczy na wieczną hossę.

Epilog

Teraz spadają niektóre głowy pomysłodawców, bo zaryzykowali i okazało się, że mają słabsze karty w ręku. Skończyło się tak, jak w jednym z najlepszych filmów w historii. Tessio powiedział przed egzekucją do Toma Hagena w “Ojcu Chrzestnym” - “Powiedz Mike’owi, że to był tylko biznes. Zawsze go lubiłem”.

O Ligowcy.pl

Emocje związane ze sportem, rywalizacją i wygrywaniem to nasza pasja! 


Czym się zajmujemy? 

 

Naszym celem jest połączyć sport i zakłady bukmacherskie w wysokie wygrane, mnóstwo benefitów i jeszcze więcej dobrej zabawy!

 

Naszymi partnerami są legalne w Polsce firmy bukmacherskie, oferujące atrakcyjne kursy a także bezpieczne płatności. Wysokie wygrane są na wyciągniecie ręki! Dołączysz?


Nasze motto: postaw na sport!

 

Legalni bukmacherzy